W Polsce 60 szpitali jest wyposażonych w roboty chirurgiczne. Większość z nich została zakupiona poprzez przetarg publiczny, który nie uwzględniał wszystkich dostępnych opcji na rynku. Skutek? Kliniki nie obsługują swoich pacjentów tak efektywnie, jak mogłoby się to dziać przy większym zróżnicowaniu dostępnych rozwiązań – mówi Aleksandra Diyon, General Manager na Europę Wschodnią w CMR Surgical.
– Mimo bardzo dynamicznego rozwoju robotyki, polskie szpitale przeprowadzają wciąż niewiele operacji przy pomocy robotów chirurgicznych.
Aleksandra Diyon – Powszechne postrzeganie opieki zdrowotnej w Polsce jest związane z jej notorycznym niedofinansowaniem. Często takie twierdzenie jest używane jako uzasadnienie braku innowacji w placówkach medycznych. Oczywiście, to istotny czynnik, ale większość ekspertów, w swoim komentarzach często pomija inną prostą kwestię. Każde innowacyjne urządzenie jest kupowane przez szpital w ramach przetargu publicznego. Średnio, kliniki w Polsce przeznaczają około 30 proc. swoich budżetów na takie zakupy. Optymalizacja tych zakupów znacznie przyczyniłaby się do zmniejszenia kosztów innowacji – po prostu poprzez umożliwienie zdrowej konkurencji pomiędzy dostawcami. Ponadto większa konkurencyjność zapewniłaby dostępność ofert uwzględniających różne sposoby przeprowadzania operacji przez szpitale, a także pozwalałaby zacząć brać pod uwagę specyficzne potrzeby swoich pacjentów.
– Samo zwiększenie konkurencji nie zadzieje się jednak poprzez samo dopuszczanie do przetargów nowych graczy. Jest też kwestia samego sposobu ich organizacji.
– Dokładnie. Przetargi publiczne organizowane przez szpitale zazwyczaj nie są zoptymalizowane. Problem zaczyna się od zasad przetargowych, które często wykazują brak szerszych badań rynku, na przykład przez nieumyślne ustalanie wymagań, które ograniczają liczbę dostawców, mogących spełniać dane wymagania. W rezultacie 7 na 10 przetargów publicznych w Polsce – jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia – kończy się tylko jedną ofertą, podczas gdy w Unii Europejskiej ten odsetek wynosi zaledwie 4 proc. Taka sytuacja nie tylko może oznaczać potencjalnie naruszenia prawa, ale również sprawia, że nie jest możliwe wykorzystywanie prawdziwego potencjału innowacji robotycznych w salach operacyjnych. To działanie na niekorzyść chirurgów i pacjentów. Ci bowiem w efekcie nie otrzymują najbardziej skutecznej opieki.
Kolejnym powszechnym problemem, który często jest obserwowany, to nie nadążanie za zmianami na rynku i traktowanie robota chirurgicznego jako rozwiązania do możliwie jak największej liczby zadań. Tymczasem istnieją różne rodzaje wyposażenia sal szpitalnych, który adresują różne potrzeby np. chirurgia serca może wymagać nieco innej metody działania, a tym samym innego robota niż chirurgia ortopedyczna. Oznacza to, że rozważając potrzeby swoich pacjentów, szpital mógłby stwierdzić – gdyby konkurencja przetargowa była większa – że faktycznie potrzebuje kilku modeli od różnych dostawców, a nie jednego. I zamiast zamawiać wiele sztuk jednego urządzenia od jednego dostawcy, mógłby zamawiać kilka różnych, bardziej dopasowanych urządzeń. W Polsce w zeszłym roku pacjenci musieli czekać na usługi neurochirurgiczne średnio 9,8 miesiąca, 6,9 miesiąca na wizytę u chirurga naczyniowego i 3,8 miesiąca na kardiologię. Wdrożenie jasnych zasad przetargowych w chirurgii robotycznej mogłoby znacząco zmniejszyć tę liczbę.
– Dlaczego szpitale powinny bliżej przyjrzeć się swoim przetargom?
– Szpitale istnieją przede wszystkim po to, aby służyć pacjentom. Instytucje medyczne powinny ustalać zatem wzorcowy standard przetargów publicznych. Choć można zrozumieć chęć skrócenia całego procesu przetargowego poprzez wybór jednego dostawcy, to należy jednak pamiętać, że poprzez ocenę kilku różnych opcji przetargowych szpital mógłby dowiedzieć się np. jakie rozwiązanie może być tak naprawdę najlepsze dla jego pacjentów. Poznałby także z większą pewnością cenę, która dla szpitala byłaby tą najrozsądniejszą.
Firmy konkurujące o uwagę szpitali są zmuszone do proponowania jak najlepszych warunków za jak najniższą cenę, uwzględniając potrzeby pacjentów w konkretnej placówce i poprawiając przy tym jakość dostarczanych szpitalom rozwiązań. A zatem zwiększona konkurencyjność może być korzystna dla wszystkich stron, począwszy od dostawców urządzeń robotycznych, a na pacjentach kończąc. Brak konkurencji stanowi zaś problem dla wszystkich, w tym dla budżetów szpitali, które mogłyby bardziej korzystać, dzięki większej dostępności dostawców w przetargach.
– Bardziej otwarte podejście prowadziłoby też do efektywniejszego wydatkowania środków finansowych?
– Zgadza się. Optymalizacja budżetu mogłaby częściowo rozwiązać problem chronicznie niedofinansowanego systemu ochrony zdrowia, jednocześnie ułatwiając szybsze „wchodzenie” rozwiązań innowacyjnych do szpitali. Warto bowiem pamiętać, że już 81 proc. krajów OECD opracowało specjalne strategie i polityki wspierające innowacje poprzez zamówienia publiczne. Pytanie tylko w odniesieniu do służby zdrowia co z tego wynika. Należy też pamiętać, że wprowadzenie na rynek większej konkurencyjności zazwyczaj prowadzi do większego zadowolenia klientów. Również branża medyczna mogłaby skorzystać z przyjęcia takiego właśnie podejścia! Gdy dostawcy są motywowani do rywalizacji, są bardziej skłonni dostosowywać swoje oferty, aby sprostać unikalnym potrzebom każdego szpitala.
- A kwestia poziomu innowacyjności w polskich placówkach. Przyjęcie bardziej elastycznego i otwartego podejścia do przetargów publicznych go podniesie?
– Poprzez wykorzystanie przejrzystości i regulacji inherentnych w procesach przetargowych, możliwe jest zidentyfikowanie i pozyskanie najbardziej odpowiednich rozwiązań dla placówek medycznych. Ta strategia przyczynia się również do bardziej rozsądnego i potencjalnie ekonomicznego zarządzania zasobami medycznymi. Otwartość na eksplorację i porównywanie różnych rozwiązań jest kluczowa dla optymalizacji dostarczania opieki zdrowotnej i wykorzystania pełnego potencjału postępu technologicznego w dziedzinie medycyny.
Jednak sukces tego podejścia zależy przede wszystkim od gotowości instytucji medycznych do poszerzenia swojej perspektywy i krytycznych ocen opcji przedstawionych przez różnych dostawców. Robotyka chirurgiczna to przyszłość medycyny. Robotyczni asystenci są w stanie wspierać lekarzy zaawansowanymi narzędziami, asystować podczas operacji i zmniejszać fizyczne obciążenie personelu. Przy tym ulega skróceniu czas potrzebny na rekonwalescencję pacjenta po operacji. Wpływ tej technologii widać już w Polsce. Polskie szpitale przeprowadziły ponad 10 tysięcy operacji przy pomocy robotów w 2023 roku, a Narodowy Fundusz Zdrowia zachęca do ich szerszego wykorzystania, finansując coraz większą liczbę takich procedur. Widać zatem, że powszechne poparcie dla robotyki może prowadzić do zwiększenia dostępności tego typu technologii w salach operacyjnych w całym kraju, w tym także w szpitalach publicznych. Teraz tylko czas, by szpitale chciały bardziej otworzyć się na ten rynek. – rynek, który może pomóc szpitalom, by ich strategie wspierające innowacje nie pozostawały strategiami jedynie na papierze.



































































