Eksperci zajmujący się systemem ochrony zdrowia dyskutują na licznych kongresach i debatach. Branża zdrowotna jest bardzo skomplikowana, hierarchiczna. Czy te kongresy i dyskusje coś wnoszą? – pyta dr Anna Gołębicka, strateg biznesowy, członek Rady NFZ, ekspert Centrum im. A. Smitha.
– W jednym z wywiadów branżę ochrony zdrowia określiłaś jako dwór Ludwika, który tylko dyskutuje. Od czasu tej rozmowy konferencji i kongresów tylko przybyło… Czy te ciągle panele coś do systemu wnoszą?
Anna Gołębicka – Jak to było w „Balladzie feudalnej” Jacka Kaczmarskiego – „dwór stoi, jak stał”. Takie solidne dwory się nie rozsypują w związku z kolejną zmianą ministra. Jedni ambasadorowie czy damy dworu popadają w niełaskę, inni awansują, aby za chwilę znowu się jakoś przegrupować. Sprytni markizowie poukrywani w zakamarkach systemu szarpią co się da, bo za chwilę może się nie dać. Niezmiennie dobrze się mają ambasadorowie zmiany, którzy ponad wszystko pilnują, aby nic się nie zmieniło. Po drugiej stronie medalu są laureaci konkursu na frajera, którzy już się zorientowali o co tu chodzi i nie chcą kosztem swojego życia ratować świata, gdy koledzy odjeżdżają nowym samochodem z jeszcze lepszym silnikiem. Czy kongresy i dyskusje coś wnoszą? Jest w biznesie takie mądre pytanie „co by było, gdyby tego nie było?” Zatem niech każdy sobie odpowie sam.
– A co jest obciachem każdego kongresu?
– Paneliści, którzy przybiegają z własnym PR i niezależnie od tematu panelu wypowiadają swoją wyuczoną kwestię, aby szybko zamienić ją na rolkę i wrzucić na social media.
– Jedna z dziennikarek publicznie zapytała ostatnio kto właściwie pracuje, skoro ona ciągle na kongresach widzi te same osoby, a z jednej firmy potrafi przyjechać kilkudziesięciu pracowników. To ja zapytam – czy ktoś w ochronie zdrowia w ogóle pracuje?
– Zwykle udział w kongresach to właśnie praca. Firma musi być dobrze zorientowana co w trawie piszczy, aby nie przeoczyć zmiany lub sprzyjającej koniunktury, które w ochronie zdrowia zmieniają się szybko. Dwór nie śpi. Tym bardziej, że kołderka krótka. Nie bez znaczenia jest też networking, bo nie od dziś wiemy, że jak kogoś znamy i mu ufamy – to wszystko idzie sprawniej.
– Jednak widać, że powoli wszyscy zaczynają być zmęczeni tą panelozą, bo na kongresy przyjeżdża coraz mnie osób a ich pobyt jest coraz krótszy.
– Kongresy wiosenne i letnie są znacznie trudniejsze, bo konkurują z piękną pogodą. Te jesienne i zimowe mają się całkiem dobrze. Jasno też widać, co branżę interesuje, a co nie. Panele o pieniądzach z udziałem decydentów są zwykle wypełnione po brzegi.
– Jako strateg masz do czynienia z różnymi środowiskami. Czym wyróżnia się to medyczne?
– Każde środowisko jest inne. Środowisko medyczne nie musi sobie dorabiać ideologii, że zajmuje się rzeczami społecznie najważniejszymi. Może stąd takie wielkie tutaj ego. W zdrowiu mamy głębsze niż gdzie indziej zanurzenie w zmieniających się rozporządzeniach, ustawach, konkursach i decydentach. Ekonomiści i finansiści są spokojniejsi, bardziej zdystansowani, nie czuje się tam szarpania kołderki. Pieniądze są środkiem płatniczym i opakowuje się je w formę produktu, a nie jak w zdrowiu – dziurą w budżecie lub zbyt wysokimi czy zbyt niskimi zarobkami. Architekci dla odmiany są bardzo utylitarni, otwarci i słuchający. Jest zwykle o budowaniu, a nie o łataniu dziur. Ludzie mediów potrafią się bawić i korzystać z życia. Meblarze niczego nie udają. Jakie jest krzesło każdy widzi.
Gdybym miała powiedzieć co nas wyróżnia, to byłaby to największa hermetyczność i hierarchiczność środowiska. Materia jest tu niezwykle skomplikowana i swoją złożonością przerasta wiele branż z rynkami kapitałowymi włącznie. A praca stratega jest wszędzie taka sama – ma umieć pytać, rozumieć ludzi, znać ich potrzeby i lęki. Odnajdywać mechanizmy, łączyć kropki i wyciągać wnioski.
(rozmawiała Agnieszka Katrynicz)








































































