W ciągu pół roku odnotowaliśmy już pięć transakcji sprzedaży robotów MP1000 Edge Medical. W 2026 roku mamy nadzieję na nie mniejszą liczbę oraz pierwsze instalacje systemu jednoportowego SP1000 oraz systemu łączącego robota jedno i multiportowego, który jesienią otrzymał certyfikację europejską. Uruchomiliśmy ośrodek do szkoleń i treningów na terenie Centrum Szkoleniowego CMKP w Otwocku. Robotyka stała się dla Meden-Inmed jednym z najważniejszych kierunków ekspansji i inwestycji. Rozwój chirurgii robotowej jest nie do zatrzymania – mówi Dariusz Kolber, wiceprezes firmy Meden-Inmed, dystrybutora robotów chirurgicznych Edge Medical.
– W połowie ubiegłego roku Meden-Inmed zadebiutował jako dystrybutor robota chirurgicznego MP1000 firmy Edge Medical. Co się udało od tego czasu osiągnąć?
Dariusz Kolber – Systemy Edge Medical pracują w szpitalach w Kościerzynie, Mielcu, dwóch placówkach w Rzeszowie oraz – to już tegoroczna instalacja – w szpitalu Mazovia w Częstochowie. Finalizujemy kilka kolejnych kontraktów, które w najbliższych miesiącach będziemy mogli ogłosić. Jestem bardzo zadowolony z tego, co dotychczas osiągnęliśmy, zwłaszcza że intensywna praca na rynku stała się możliwa dopiero od połowy ubiegłego roku, kiedy Edge Medical otrzymał europejską certyfikację. Uważam, że instalacja pięciu systemów w pół roku, czyli wskoczenie na pozycję numer dwa w Polsce pod względem liczby sprzedanych robotów – to nie jest zły wynik.
– Jak Pan ocenia sytuację na polskim rynku? Pojawiło się kilka nowych modeli, w sumie działa już 6 konkurencyjnych dystrybutorów, ale nadal da Vinci wygrywa niemal wszystkie przetargi.
– Pozycja lidera przynosi oczywiste benefity. Co najważniejsze – w przypadku projektów robotycznych, proces decyzyjny w szpitalach trwa wiele miesięcy, często nawet dłużej niż rok. Większość robotów, które zostały sprzedane w ubiegłym roku, była finansowana z Krajowego Planu Odbudowy, zatem decyzje o kierunki inwestycji zapadały już dawno temu. Można powiedzieć, że rok 2025 był podsumowaniem co najmniej dwuletniej aktywności. Tym bardziej podkreślam nasz sukces, że udało nam się zaistnieć także w ramach KPO.
– Czy obserwujecie Państwo różnice w strategii zakupowej i biznesowej szpitali prywatnych i publicznych? Czy prawdziwy jest wniosek, że sektor prywatny bardziej kontroluje koszty zakupu, wnikliwiej analizuje swoje inwestycje?
– To jest niewątpliwie różnica wbudowana w mechanizm działania obu sektorów. Szpitalom publicznym zależy, aby kwota zakupu zgadzała się z pozyskanym dofinansowaniem ze środków zewnętrznych, takich jak KPO. Ale nie można mówić, że cena nie ma znaczenia. Dla części z nich ekonomika odgrywa istotną rolę także w procesie pozyskiwania środków na dofinansowanie zakupu. Niektóre kładą jednak nacisk na inne kwestie, jak na przykład szybkość dostawy i zainstalowania systemu albo znajomość technologii przez zespół lekarzy. Widać to po zróżnicowaniu cen transakcji, nawet o 20 proc.
– Czy ze swoją ofertą zamierzacie koncentrować się na jakimś określonym segmencie szpitali albo obszarze klinicznym?
– Nasze urządzenia mają charakter uniwersalny, nie ma żadnych ograniczeń jeśli chodzi o zakres klinicznego stosowania, więc interesują nas wszystkie obszary zabiegowe, które myślą o robotyce. Naturalnym numerem jeden jest urologia, jako najbardziej dojrzały i najlepiej przygotowany obszar do robotyki. Pomimo dużego nasycenia widzimy spore zainteresowanie w tej dziedzinie. Mamy też torakochirurgię, ginekologię, bardzo aktywną chirurgię ogólną. Są to specjalizacje, gdzie możemy spodziewać się rosnącego zainteresowania robotyką.
– Czy segmentujecie rynek z punktu widzenia typu czy rozmiaru szpitala, np. klinicznych albo powiatowych?
– Moim zdaniem taka segmentacja byłaby zbyt daleko idąca. Nasz system jest w pełni porównywalny z liderem rynku i nie ma ograniczeń, aby go stosować czy w szpitalach powiatowych, czy w ośrodkach klinicznych. A ponieważ możemy zaoferować coś więcej w takim samym budżecie albo dodatkowe rozwiązanie – jak na przykład doskonalszy system jednoportowy – to w obszarze naszego zainteresowania są wszystkie typy szpitali.
– Czyli macie już w swojej ofercie jednoportowy SP1000?
– Tak, system SP1000 czyli single-port mamy w ofercie. Od jesieni 2025 roku ma on już europejski certyfikat. Dotychczas żaden polski szpital nie korzysta z robota jednoportowego, co wynika z dotychczasowej polityki rynkowej lidera rynku – ten produkt do niedawna nie był w Polsce dostępny, mimo że ma już bodaj sześcioletnią historię. Na tak dynamicznym i rozwijającym się rynku 6 lat – to bardzo dużo. Nasz system pod względem technologicznym jest najświeższy, doskonalszy, co widać przy porównywaniu parametrów technicznych. SP1000 przebija pod tym względem ofertę da Vinci SP. Nie mam wątpliwości co do tego, że w tym roku pierwsze polskie szpitale kupią roboty jednoportowe i to powinny być nasze systemy.
– Cena robota jednoportowego jest nieco wyższa, czy to nie stanowi dodatkowej bariery?
– Tak, single-port jest nieco droższy w zakupie i eksploatacji. Przy czym różnica cen pomiędzy naszym systemem a konkurencyjnym wypada na naszą korzyść, podobnie jak przy robocie wieloportowym. Trzeba pamiętać, że cena samego urządzenia to tylko jeden z elementów rachunku ekonomicznego. Dochodzi koszt narzędzi. Dla robota jednoportowego są to narzędzia częściowo elastyczne, giętkie, trudniejsze w produkcji – dlatego nieco droższe. Także kamera nie jest sztywna, zbliżona do laparoskopowej, ale na giętkim wzierniku. Ale koszt narzędzi Edge Medical jest znacznie niższy od narzędzi da Vinci. Mają też dłuższą żywotność, więc ten koszt w przeliczeniu na zabieg jest dużo bardziej atrakcyjny dla klientów. Musi się mieścić w wycenach procedur, co z ofertą naszej jednoportowej konkurencji nie jest łatwe, a z naszą – zapewni ich opłacalność. Pracujemy nad takim kształtem oferty, by koszt zabiegu na systemie Single Port był maksymalnie zbliżony do kosztu oferowanego przez wiodącą konkurencję na systemie Multi Port. To da rzeczywiste podstawy do zwiększenia dostępności cennej, unikalnej technologii robotowej lekarzom, którzy chcą rozszerzać swoje możliwości terapeutyczne orasz szpitalom, które będą mogły zaoferować niedostępne dotąd metody leczenia przy zbliżonych kosztach.
– Czy system jednoportowy jest przeznaczony do wybranych obszarów klinicznych i typów operacji?
– System single-port ma zastosowanie w specyficznych okolicznościach klinicznych. W przypadku urologii można nim wykonać prostatektomię czy operacje nerki. Stosowany jest też w ginekologii, torakochirurgii, operacjach śródpiersia i piersi. Chodzi o warunki anatomiczne pacjenta, ale także możliwość podejścia przez jeden otwór, z jednej strony do pola operacyjnego, a także o możliwość manewrowania w bardzo małej przestrzeni, także blisko miejsca wprowadzenia narzędzi do ciała pacjenta.
– Wracając do producenta, czyli chińskiej firmy Edge Medical – jak wygląda jej obecność na rynkach światowych, tempo rozwoju?
– Firma Edge Medical z sukcesem zadebiutowała w ubiegłym roku na giełdzie w HongKongu, co świadczy o jej szybkim rozwoju. Dzięki temu zyskała potężną kapitalizację. To jest chyba najbardziej dynamicznie działający producent robotów chirurgicznych na rynkach światowych. Mam na myśli dynamikę wprowadzania zmian, rozwoju technologii, nowych narzędzi i wprowadzaniu na rynek nowych urządzeń. W ciągu ostatniego pół roku oprócz systemu jednoportowego pojawiło się 19 nowych narzędzi do systemu wieloportowego. Niebawem będziemy mieli w ofercie nowego robota do bronchoskopii, a tak naprawdę do biopsji przezoskrzelowej z nawigacją. Widać autorską myśl technologiczną tej firmy, zaplecze produkcyjne i R&D. Jako Meden-Inmed jesteśmy zbudowani postawą partnera, chęcią współpracy, potencjałem.
– Państwa kontrakt dystrybucyjny obejmuje inne kraje Środkowej Europy, co tam udało się osiągnąć?
– Zajmujemy się dystrybucją w 8 innych krajach – to kraje bałtyckie, Czechy, Słowacja, Rumunia, Bułgaria i Mołdawia. Budujemy w nich sieć dystrybucyjną i zespół specjalistów, aby sprawnie obsługiwać te rynki. W jednym z krajów wygraliśmy już wstępnie pierwszy przetarg i czekamy na podpisanie umowy, pracujemy nad kolejnymi kontraktami. Nasza firma była już w tych wszystkich krajach obecna wcześniej, jako producent sprzętu rehabilitacyjnego i do opieki nad pacjentem, dysponujemy więc siecią współpracujących dystrybutorów, którą teraz uzupełniamy i rozwijamy, również o spółki zależne w ramach grupy kapitałowej. Zatrudniamy też dodatkowych specjalistów z myślą o robotach chirurgicznych. Robotyka stała się dla nas jednym z najważniejszych kierunków rozwoju i inwestycji. To jest sektor bardzo rozwojowy, pasuje do naszego profilu i posiadanych zasobów, pozycji na rynku i kontaktów wypracowanych przez wiele lat obecności na rynku urządzeń medycznych.
– Na jakie wsparcie techniczne mogą liczyć użytkownicy tych robotów?
– Mamy już kilkunastu przeszkolonych serwisantów w Polsce, a także magazyn części zamiennych. System daje nam możliwość zdalnej diagnostyki. Możemy samodzielnie rozpatrywać ewentualne reklamacje narzędzi, co nie jest oczywiste dla naszej konkurencji – procedura reklamacyjna u konkurencji często zakłada wysyłkę reklamowanych narzędzi poza Polskę, co dla klientów oznacza długie czekanie na informację o jej ewentualnym uznaniu czy odrzuceniu. Przy czym, jak dotychczas, to jest możliwość teoretyczna, bo nie mieliśmy dotąd żadnej reklamacji, a na naszych urządzeniach w Polsce zostało już wykonanych ponad 200 zabiegów.
– Czy powstaje jakieś miejsce do szkoleń dla lekarzy operujących na systemach Edge Medical?
– Mamy program szkoleniowy, obejmujący zajęcia teoretyczne i ćwiczenia praktyczne dry-lab, czyli pracy z symulatorem i na fantomach anatomicznych, z realnym wykorzystaniem robota. Służą one zaznajomieniu lekarzy z technologią i obsługą urządzenia. W następnym kroku możliwe są już zabiegi samodzielne lub pod opieką proktora, a także zabiegi w animal-lab czy cadaver-lab. Ścieżka zależy od umiejętności i wcześniejszego doświadczenia operatora. Jeśli mówimy o lekarzach, którzy mieli już doświadczenie w pracy na dowolnym systemie robotycznym, obserwujemy że bardzo sprawnie w krótkim czasie „przesiadają się” na nasze urządzenie, ponieważ jest ono proste w obsłudze, intuicyjne i zgodne z powszechnymi rozwiązaniami. Nasze centrum szkoleniowe powstało w listopadzie we współpracy z CMKP, w Otwocku na terenie tamtejszego Szpitala Ortopedycznego im. prof. Grucy. Świetnie układa nam się współpraca z prof. Jarosławem Czubakiem, czyli dyrektorem szpitala.
W centrum szkoleniowym na stałe znajduje się nasz robot, na którym cyklicznie organizujemy szkolenia dla lekarzy z Polski i wspomnianych krajów naszego regionu, w ramach umów ze szpitalami i dystrybutorami. Szkolenie operatorów jest częścią umowy na sprzedaż urządzenia i wdrożenia go do pracy. W najbliższych tygodniach planujemy uruchomienie drugiego ośrodka, tym razem zorientowanego na nieco inny, bardziej kliniczny model szkoleniowy. Związane jest to z zapleczem szpitalnym jednego z wiodących ośrodków robotycznych w Polsce, czyli Szpitala Mazovia w Częstochowie, gdzie już pracuje robot Edge Medical wyposażony w dwie konsole (co daje dodatkowe, bardzo wartościowe możliwości edukacyjne). Tym bardziej jesteśmy dumni z tej instalacji i zaufania, jakim obdarzył nas prof. Igal Mor, podejmując decyzję o rozwoju współpracy w obszarze szkoleń zespołów medycznych z zakresu chirurgii robotycznej.
– Plany na 2026 rok?
– Jeśli chodzi o liczbę transakcji to chcemy co najmniej powtórzyć wynik ubiegłoroczny. Jestem optymistą, że w Polsce osiągniemy między 5 a 10 nowych instalacji i liczę też na pierwsze instalacje systemu jednoportowego, w tym w konfiguracji łączonej z systemem multiport. Mam nadzieję na zakończenie budowy sieci dystrybucji w pozostałych krajach i kilka nowych instalacji zagranicznych. Ponadto rozwijamy współpracę ze wskazanymi ośrodkami szkoleniowymi, co będzie skutkowało coraz atrakcyjniejszą ofertą edukacyjną dla obecnych i przyszłych użytkowników systemów robotycznych Edge Medical.
– Edge Medical wyróżnia się pod względem zainteresowania telechirurgią.
– Pierwsze polskie zabiegi telechirurgiczne w ubiegłym roku były wykonane za pomocą naszej technologii. Lekarze PIM MSWiA operowali pacjentów znajdujących się w Warszawie z Gdańska, a także z belgijskiego Orsi i z włoskiej Modeny. Były też zabiegi wykonane przez operatora z Polski robotem znajdującym się w Uzbekistanie. W sumie tych telezabiegów było już prawie 10. Wszystkie przebiegały sprawnie, notowaliśmy opóźnienia na światłowodowych łączach rzędu kilkudziesięciu milisekund, czyli niezauważalne dla operatora i w pełni bezpieczne dla przebiegu operacji. Planujemy rozwój naszej aktywności w tym zakresie, szczególnie w obszarze szkoleniowym.
– Czy myśli Pan, że szpitale kliniczne będą próbować gromadzić możliwie dużo różnych modeli robotów, do celów edukacyjnych?
– Z przyczyn biznesowych większe szpitale zapewne będą rozważały pracę w oparciu o dwóch różnych dostawców, bo zbyt duża różnorodność może utrudniać procesy zarządzania i organizacji pracy. Natomiast wytworzenie warunków konkurencji w szpitalu przez korzystanie z np. dwóch dostawców technologii robotowej wydaje się strategicznie bardzo zdrowym rozwiązaniem. Z pewnością zapewni korzystniejsze warunki zakupu i eksploatacji niż w sytuacji pewnego uzależnienia się od jednego dostawcy na wieloletni okres użytkowania robotów.
Niemniej nieliczne placówki kierują się innymi kryteriami, na przykład stawiają na pierwszym miejscu szkolenia i edukację a nie rachunek ekonomiczny. Tego typu ośrodki może przyjmą strategię użytkowania szerszego portfolio robotów. Nie ma jednak sensu kolekcjonowanie wszystkich modeli, w tym takich, które występują bardzo rzadko. W ich przypadku będzie mała szansa, że student czy szkolony lekarz w swojej pracy spotka się akurat z takim urządzeniem. Przesadne zróżnicowanie parku sprzętowego skutkowałoby nieadekwatnym zwiększeniem kosztów organizacyjnych ich obsługi. Raczej spodziewałbym się strategii wymiany parku maszynowego co kilka lat, ponieważ technologia rozwija się bardzo szybko.
– A jakie zagrożenia dla rozwoju chirurgii robotowej w Polsce Pan dostrzega? Na przykład kłopoty finansowe NFZ?
– Kłopoty finansowe NFZ mogą się oczywiście przełożyć na bieżącą sytuację finansową szpitali. Ale szpitale finansują inwestycje w robotykę raczej z zewnętrznych dotacji niż własnego dochodu. W dodatku traktują roboty jako inwestycję mającą ściągnąć więcej pacjentów i nowych specjalistów. Wydaje mi się, że rozwój chirurgii robotowej jest nie do zatrzymania. Zainteresowanie robotyką jest ogromne, zarówno lekarzy, jak i pacjentów, którzy ją postrzegają jako najnowocześniejszą, najbezpieczniejszą, przynoszące benefity kliniczne, a także dającą możliwości rozwoju i komfort pracy. Nie ma odwrotu od tego rozwoju, który może ewentualnie nieco spowolnić, jeśli dojdzie do jakiegoś krachu finansowego NFZ czy szpitali, czy też jeżeli pojawi się jakieś limitowanie procedur chirurgicznych. Z drugiej strony należy oczekiwać pewnej konsekwencji ze strony instytucji finansujących służbę zdrowia. Trwają wielkie inwestycje w zakupy robotów, będzie więc więcej robotów i przeszkolonych specjalistów. Należy zatem oczekiwać, że te inwestycje będą optymalnie wykorzystane – a więc, że będą środki na wykonywanie zabiegów za ich pomocą. Co więcej, naturalną konsekwencją wydaje się również poszerzanie ja na razie skromnego katalogu finansowanych przez NFZ procedur robotowych, celem zwiększenia dostępności wykorzystania tej technologii dla pacjentów.
(rozmawiał Krzysztof Jakubiak)



































































