W Polsce obserwujemy zbyt wysoką śmiertelność w rozpowszechnionych nowotworach kobiecych, takich jak rak szyjki macicy i rak jajnika. Aby ten trend poprawić, potrzebne jest wiele działań prowadzonych jednocześnie, takich jak m.in. lepsza profilaktyka, wcześniejsze wykrywanie zachorowań, upowszechnienie diagnostyki molekularnej, koordynacja leczenia, a także zmiana zasad finansowania procedur medycznych.
Według Krajowego Rejestru Nowotworów stale spada zachorowalność na raka szyjki macicy, jednak nadal duży odsetek pacjentek umiera z jego powodu. „Są to osoby, które nie uczestniczą w programach przesiewowych i zgłaszają się w zaawansowanym stadium choroby” – tak tłumaczył to zjawisko dr hab. n. med. Radosław Mądry, dyrektor Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego UM w Poznaniu oraz prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologii Onkologicznej podczas XXIV edycji Ogólnopolskiej Konferencji „Polka w Europie”
W odniesieniu do raku jajnika statystyki są stosunkowo stabilne pod względem liczby zachorowań – to ponad 3 tysiące rocznie. „Jest to nadal „cichy zabójca”. Około 70 procent pacjentek umiera, choć warto podkreślić, że znacząco wydłużył się czas przeżycia. Jeszcze kilkanaście lat temu wynosił on średnio półtora roku, dziś wiele pacjentek żyje 5, 10 lat, a nawet dłużej. W przypadku raka trzonu macicy obserwujemy wzrost zachorowań do poziomu około 6 tysięcy rocznie. Niestety, około dwudziestu kilku procent pacjentek nadal umiera” – wyliczał Radosław Mądry.
Jednym ze sposobów na poprawienie tych statystyk mogą być badania molekularne pozwalające lepiej dopasować leczenie do danej pacjentki. „Ja powiedziałbym szerzej: kluczowe jest kompleksowe leczenie w ośrodkach, które są do tego przygotowane. W takich miejscach diagnostyka molekularna jest naturalnie zintegrowana z całym procesem leczenia. Pacjentka nie powinna się zastanawiać, co zrobić dalej po rozpoznaniu nowotworu. Powinny istnieć jasno określone procedury, które mówią, że jeśli mamy raka trzonu macicy, oznaczamy profil molekularny. Rak trzonu macicy przestał być jedną, prostą jednostką chorobową. Dziś wiemy, że obejmuje cztery różne choroby, zdefiniowane właśnie przez profil molekularny. Różnią się one rokowaniem i sposobem leczenia. Dlatego pacjentkę należy opisywać kompleksowo: podtyp histopatologiczny, stopień złośliwości, stadium zaawansowania i profil molekularny. Dopiero wtedy można zaproponować leczenie, które będzie racjonalne i skuteczne. W raku szyjki macicy badamy ekspresję PD-L1. W raku jajnika oznaczamy mutacje w genach BRCA1 i BRCA2, a jeśli ich nie stwierdzamy – sprawdzamy zaburzenia homologicznej rekombinacji oraz, w odpowiednim momencie, ekspresję receptorów folianowych” – mówił dr Mądry.
Pacjentka powinna od samego początku mieć jasno rozpisaną ścieżkę leczenia: badania obrazowe, leczenie systemowe, rozmowę z zespołem medycznym. Coraz rzadziej powinny się zdarzać sytuacje, w których po potwierdzeniu raka pacjentka słyszy od lekarza: „proszę sobie znaleźć onkologa”.
W środowisku onkologicznym coraz częściej pojawiają się głosy, że należałoby zmienić zasady finansowania procedur medycznych, chociażby zabiegów profilaktycznych, takich jak jednoczasowe usunięcie piersi oraz jajników z jajowodami. „Program nadzoru u nas jest realizowany od lat, podobnie jak program zabiegów redukujących ryzyko. Żeby udowodnić sobie – i w pewnym sensie także systemowi, że jest to możliwe w polskich warunkach, wykonaliśmy pro publico bono trzy zabiegi równoczasowe redukującej ryzyko mastektomii i adneksektomii. Pokazaliśmy, że jest to wykonalne, że pacjentki są z tego bardzo zadowolone, i że takie rozwiązanie ma sens. Obecnie staramy się zainteresować tym Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia. Naszym celem jest, aby koszty tych procedur były sumowane nie w proporcji jeden do jednego, ale na przykład poprzez doliczenie jednej trzeciej kosztu tej tańszej procedury” – tłumaczył Radosław Mądry. I dodał – „Oczywiście, wymaga to jeszcze pracy, bo w pewnym sensie przełamuje dotychczasowe, sztywne zasady. Natomiast jest to rozwiązanie niezmiernie korzystne: po pierwsze dla pacjentki, po drugie dla systemu i płatnika, a po trzecie również dla lekarzy”.








































































