Chirurgia robotowa pomaga we wprowadzeniu kompleksowości opieki nad pacjentem onkologicznym. Podnosimy poziom operacji na wyższy poziom. W planach mamy edukację większej liczby operatorów oraz wydłużanie czasu pracy bloku operacyjnego – mówi Karol Sasim, kierownik Oddziału Urologii i Urologii Onkologicznej w Szpitalu Specjalistycznym w Kościerzynie.
– Robot chirurgiczny w małym szpitalu w Kościerzynie, czy to nie przesada?
Karol Sasim – Rzeczywiście, jesteśmy małym szpitalem gdzieś w środku lasu, jak o nas mówią, jednak zapotrzebowanie na zabiegi bezustannie rośnie. Kiedy 10 lat temu zostałem ordynatorem oddziału, zacząłem naciskać na dyrekcję szpitala w kwestii zakupu robota chirurgicznego. Szefowa szpitala przypominała o naszych potrzebach w Urzędzie Marszałkowskim, ale temat był nierealny. Wtedy robotyka w Polsce praktycznie nie istniała. Dopiero boom na roboty, jaki pojawił się kilka temu, spowodował większe zainteresowanie tematem i 2 lata temu dostaliśmy na próbę robota Versius. Generalnie byliśmy z niego zadowoleni, przeprowadziłem nim sześć operacji prostatektomii. Próbowaliśmy go wziąć w dzierżawę, ale nie wyszło. Nie mając własnych funduszy, szukaliśmy jakiegokolwiek dofinansowania. M.in. staraliśmy się pokazać działalność szpitala na zewnątrz, uczestnicząc m.in. w Jarmarku Wdzydzkim, dużym wydarzeniu na Kaszubach, gdzie organizujemy „Białe miasteczko”. W tym roku nasi lekarze wszystkich specjalności przez 2 dni przeprowadzili tam blisko 2,5 tys. konsultacji. Nasze zaangażowanie przez lata na rzecz społeczności Kaszub zostało w końcu docenione.
– Można powiedzieć, że wychodziliście decyzję…
– To był kilkuletni długi i złożony proces. Przyznam się, że momentami traciliśmy nadzieję, ale trzeba być upartym i konsekwentnym. Od Urzędu Marszałkowskiego dostaliśmy prawie 10 mln zł. By wykorzystać je właściwie, do zakupów przygotowaliśmy się merytorycznie. Testowaliśmy robota da Vinci, Hugo. Podpatrywaliśmy zabiegi w belgijskiej klinice prof. Alexa Mottrie, który koncentruje się na małoinwazyjnej chirurgii robotycznej i onkologii urologicznej, testowaliśmy sprzęt w chińskich szpitalach.-
– Ostatecznie wybraliście robota chińskiego, dlaczego?
– W naszej ocenie chiński system robotyczny nie odbiega jakością pracy od tego, co oferuje da Vinci. Żadna inna firma nie była w stanie złożyć takiej oferty. Chińczycy okazali się tańsi od pierwowzoru. Za te pieniądze zaoferowali nam dwie sprzężone i symultaniczne konsole, dorzucili w ramach przetargu stół zabiegowy i laser. To naprawdę był sukces i możliwość dalszego rozwoju dla naszego ośrodka. Dzisiaj roboty stają się tak powszechne, że każdy chirurg powinien umieć je obsługiwać. Przestawienie się na pracę z robotem w naszym przypadku polegało jedynie na zapoznaniu się z urządzeniem (laparoskopowo operujemy od blisko 20 lat), liczy się człowiek, zdobyte doświadczenie. Trzeba wykonać kilka dodatkowych ruchów ręką, ale po 5-6 operacjach nie ma to znaczenia. Wykorzystując możliwości robotów, widzę, że podnosimy jakość operacji na wyższy poziom, co potwierdzają pacjenci. Moją idee fixe jest też szkolić jak najwięcej ludzi, by nie mówiono o nas jako o elitarnej grupie chirurgów. Na razie mamy trzech operatorów, a dzięki dwóm konsolom robota rezydenci będą się edukować, operując z nami.
– Na kierowanym przez Pana oddziale wykonuje się rocznie ponad 180 dużych operacji uroonkologicznych. Należy Pan do operatorów, którzy operowali robotem także raka nerki. Jakie procedury kwalifikują pacjenta do zabiegu robotowego?
– My nie dzielimy pacjentów na szczupłych czy otyłych. Jeśli chory lub chora zostaną zakwalifikowani do operacji, to zabieg przeprowadzamy zawsze przy wsparciu robota. Innej opcji u nas nie ma. Operacji otwartych już nie robimy, jedynie zabiegi rekonstrukcyjne lub naprawcze w chorobach łagodnych wykonujemy laparoskopowo. 20 lat temu byliśmy jednym z pierwszych oddziałów w Polsce, który zaczął wykorzystywać tę technikę w urologii, m.in. w guzach pęcherza moczowego. Teraz czas na zmiany.
– Dzięki robotyce poprawiła się jakość zabiegów i ergonomia pracy operatorów, a pacjenci szybciej wracają do zdrowia. Czy czasochłonność przygotowania systemu robotowego do pracy wpłynęła na zmniejszenie liczby zabiegów w stosunku do tych wykonywanych endoskopowo?
– Robota Edge mamy od listopada ubiegłego roku, tak naprawdę ruszyliśmy z zabiegami po feriach zimowych. Przeprowadziliśmy ponad 100 operacji urologicznych w asyście tego urządzenia, głównie prostatektomii, cystektomii radykalnej i pęcherza jelitowego oraz raka nerki. To nie jest mało, jak na nasz niewielki szpital. Generalnie zaczynamy wykonywać więcej operacji niż dawniej. Myślę, że na koniec roku liczba zabiegów wykonanych robotem wyniesie 200-220. I tutaj dygresja. Pacjentów wymagających operacji przybywa, szczególnie tych z drobnymi zmianami w obszarze pęcherza moczowego, które są rozpoznawane w trakcie cystoskopii. Do tej pory jedyną opcją było kierowanie ich do leczenia endoskopowego w warunkach bloku operacyjnego. Dla chirurgów to są „bardzo błahe” zabiegi, ale zajmują kilka godzin pracy sali operacyjnej. Na Kongresie Polskiego Towarzystwa Urologicznego w Katowicach brytyjski lekarz wstrzelił się z wykładem w nasze plany. Proponował, by drobne procedury ambulatoryjne z obszaru raka pęcherza moczowego, jak wycięcie drobnych guzów czy małych wznów, wykonywać w trakcie cystoskopii, ambulatoryjnie, laserem, który był stworzony dla potrzeb dermatologii, ale znalazł też zastosowanie w usuwaniu drobnych zmian urologicznych. I na tym będę się koncentrował. Zakup tego urządzenia pozwoli nam skrócić kolejki pacjentów i w ten sposób odzyskać czas na przeprowadzenie bardziej skomplikowanych zabiegów.
– Skąd weźmiecie na to pieniądze?
– Prowadzimy Fundację Rozwoju Urologii Kościerskiej KRS 0000356567, w jej ramach zbieramy środki od darczyńców i przekazanych nam 1,5 proc. z podatków. Z tych funduszy kupujemy sporo sprzętu, ostatnio stół do urodynamiki, przystawki do biopsji fuzyjnej, teraz zbieramy pieniądze na wspomniany laser. Kosztuje raptem 30 tys. zł., a umożliwi nam reorganizację bloku operacyjnego poprzez przesunięcie drobnych zabiegów do poradni. Pacjentów ze schorzeniami prostaty, nerek, pęcherza moczowego, nie brakuje, jesteśmy w stanie zagospodarować zarówno laser, jak i robota w stu procentach, również w zabiegach chirurgicznych.
– Producent systemu MP1000 Edge Medical wprowadza na polski rynek również robota Single Port. Czy taki system byłby dla Was przydatny?
– Na początku roku Single Port miał trafić na nasz oddział (testowo) i wspomagać nas w pierwszych operacjach oszczędzających, głównie w guzach nerki NNS (Nephron-Sparing Surgery). Nadal mamy taki plan, ale nie wyrabiamy się z realizacją innych projektów. Jako pierwszy w Polsce oddział urologiczny w Polsce wprowadzamy immunoterapię systemową w raku urotelialnym pęcherza. By realizować program lekowy B.141, zatrudniłem dodatkowo onkologa. W ten sposób wprowadzamy kompleksowość opieki nad pacjentem onkologicznym.
– Według ekspertów, aby system robotowy się zamortyzował, powinien pracować niemal non-stop. Czy szpital ma plan pracy dla robota, by zwiększyć jego efektywność?
– Dogadujemy się w tej sprawie z dyrekcją i lekarzami. Na razie blok operacyjny pracuje do 15-tej. Oczekiwania dyrekcji są takie, by przynajmniej raz w tygodniu pracować robotem do 19-tej a z czasem może i częściej. Nie może być jednak tak, że trzech operatorów będzie pracowało codziennie do 15-tej, a dodatkowe dwa dni do 19-tej. Owszem, skracamy wtedy kolejkę pacjentów, ale cierpi jakość zabiegów. Każdy z nas jest człowiekiem, ma rodzinę, swoje potrzeby. Plan jest taki, by położyć większy nacisk na edukację, młodzi muszą się uczyć, bo nas też ktoś będzie musiał zoperować.
– Zamierzacie rozwijać system robotowy z Chin czy planujecie wprowadzić w przyszłości system innego producenta, jak to robią niektóre szpitale?
– Na razie nie mam podstaw, żeby o tym myśleć. Przy wyborze producenta robotów braliśmy pod uwagę różne kwestie, dyskutowaliśmy o nich z lekarzami innych szpitali. Wiele osób trochę narzekało na serwis robotów da Vinci, których mamy w Polsce już ponad 70 – zamawiając narzędzia, trzeba czekać. Dlatego ważnym argumentem, przemawiającym za wyborem Edga było to, że będziemy jednym z pierwszych szpitali, które zaczynają pracować z tym systemem. Przynajmniej przez pierwsze lata będą nas wspomagać i dopieszczać, gdyby cokolwiek się działo.
– Na przykład, jeśli awarii ulegnie optyka w robocie?
– Może się tak zdarzyć, ale kolejnym argumentem za wyborem Edga było to, że główny ośrodek dystrybucyjny firmy na Europę Wschodnią znajduje się w Koszalinie, czyli półtorej godziny od nas. Ale ma Pan rację, dmuchamy na zimno. Dlatego również w przetargu dokupiliśmy po dwie optyki skośne i proste, w ten sposób się zabezpieczamy. Na szczęście nie było dotąd konieczności ich zastosowania. Jeśli jednak w trakcie zabiegu sprzęt odmówi współpracy, przejdziemy na laparoskopię, ciągle jeszcze potrafimy operować w tej technice.
(rozmawiał Ryszard Sterczyński)






































































