Polska kardiologia interwencyjna dysponuje zasobami ludzkimi i infrastrukturą, które są w stanie absorbować i wdrażać globalne innowacje. Potrzebne są systemowe decyzje, by te zasoby uwolnić.
„Wdrożenie denerwacji nerkowej (RDN) jako świadczenia NFZ, integracja CCTA z kompetencjami kardiologicznymi, finansowanie przezskórnych zabiegów zastawkowych, nielimitowany dostęp do zabiegów TAVI, uczciwa wycena procedur odpowiadająca ich rzeczywistej złożoności to nie są ambitne postulaty. To warunki konieczne, by za dekadę mówić o polskiej kardiologii interwencyjnej z dumą, a nie z żalem za straconymi szansami” – mówi prof. Adam Witkowski, dyrektor WCCI, zastępca dyrektora ds. naukowych Narodowego Instytutu Kardiologii.
Trzydziesta edycja Warsaw Course on Cardiovascular Interventions (WCCI) przyniosła diagnozę, której nie sposób zbagatelizować. Świat pędzi naprzód w tempie wyznaczanym przez biologię molekularną, tomografię fotonową i przezskórne systemy zastawkowe. Niestety w Polsce nakłady finansowe na nowoczesną kardiologię są nieadekwatne do tempa innowacji, a systemowe blokady uniemożliwiają pełne wdrożenie metod, które ratują życie i co równie ważne – zmniejszają koszty leczenia powikłań.
Polska kardiologia interwencyjna zbudowała przez ostatnie dekady jeden z najlepszych systemów leczenia zawału serca w Europie. Sieć ośrodków hemodynamiki, czas door-to-balloon, czyli czas, jaki upływa od momentu przekroczenia przez chorego z zawałem serca drzwi szpitalnych do momentu mechanicznego udrożnienia zatkanej tętnicy wieńcowej za pomocą balonu, dostępność przezskórnych interwencji wieńcowych (PCI) to osiągnięcia, które wytrzymują porównanie z czołówką krajów wysokorozwiniętych. To jednak przewaga z przeszłości. Nowa fala innowacji oparta na biologii molekularnej, genetyce, tomografii fotonowej, kardiologicznym MRI, badaniach PET oraz coraz bardziej zaawansowanych urządzeniach do przezskórnego leczenia zastawek i niewydolności serca wymaga innego rzędu nakładów finansowych.
„I właśnie tu rysuje się najpoważniejszy problem. Tempo innowacji klinicznych i tempo finansowania ochrony zdrowia w Polsce rozbiegają się w przeciwnych kierunkach. Jeszcze się trzymamy, idąc siłą rozmachu, ale bez realnej zmiany podejścia do finansowania kardiologii, przesuniemy się z czołówki na końcowe pozycje. Mamy kadry, mamy infrastrukturę, brakuje pieniędzy na szerokie wdrożenie najbardziej efektywnych metod” – zauważa prof. Robert J. Gil, dyrektor WCCI, past prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Nowoczesne metody diagnostyczne i terapeutyczne są kosztowne na etapie wdrażania, ale z czasem tanieją, gdy się spojrzy na długoterminowe efekty – zmniejszenie liczby powikłań, krótsze hospitalizacje, mniejsze zużycie procedur ratunkowych. System, który oszczędza na profilaktyce i wczesnej diagnostyce, płaci wielokrotnie więcej na końcu ścieżki pacjenta.
Do konkretnych przykładów przepaści między wiedzą kliniczną a systemem refundacyjnym należy denerwacja nerkowa w leczeniu opornego nadciśnienia tętniczego. Od 2023 r. Europejskie Towarzystwo Nadciśnienia Tętniczego oraz Europejskie Towarzystwo Kardiologiczne jednoznacznie wskazują denerwację nerkową jako rekomendowaną metodę leczenia pacjentów z opornym nadciśnieniem tętniczym. Wytyczne przyznają jej klasę zaleceń II, poziom dowodów B.
„W Polsce tymczasem panuje cisza. Mimo że inicjatywa towarzystw naukowych i konsultantów krajowych, wsparta przez specjalistów najwyższej klasy, przygotowała polskie rekomendacje oraz komplet dokumentacji skierowanej do Ministerstwa Zdrowia i AOTMiT, procedura tworzenia nowego świadczenia NFZ nadal się toczy” – wyjaśnia prof. Witkowski. Kardiolodzy mają twarde argumenty. Analizy wskazują, że odpowiednio skierowane mniej więcej 400 zabiegów rocznie przyniosłoby po krótkim czasie wymierne oszczędności dzięki redukcję nakładów na leczenie ciężkich powikłań nadciśnienia tętniczego, tj. udarów, zawałów, niewydolności nerek. „Każdy rok opóźnienia we wdrożeniu denerwacji nerkowej jako świadczenia NFZ to rok, w którym pacjenci z opornym nadciśnieniem tętniczym, niereagującym na farmakoterapię wielolekową, pozostają bez opcji terapeutycznej uznanej przez europejskie wytyczne. To nie jest problem akademicki. To problem zdrowotny dotykający konkretnych ludzi” – prof. Witkowski.
CCTA zmienia reguły gry
Żaden temat nie dominował na tegorocznym WCCI tak wyraźnie jak angiografia tętnic wieńcowych w tomografii komputerowej (CCTA). I to nie bez powodu. Wytyczne Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego z 2024 r. jednoznacznie wskazują CCTA jako badanie pierwszego wyboru w nieinwazyjnej diagnostyce anatomicznej choroby wieńcowej u pacjentów z przewlekłymi zespołami wieńcowymi. Świat systematycznie odchodzi od rutynowej inwazyjnej koronarografii diagnostycznej na rzecz ambulatoryjnej tomografii, wykonywanej bez hospitalizacji, bez cewnikowania, bez ryzyka powikłań naczyniowych.
W Polsce jest odpowiednia kadra gotowa do wdrożenia tej transformacji. Mamy sprzęt. Niezmiennie istnieje bariera, która nie ma uzasadnienia klinicznego ani ekonomicznego. To systemowe ograniczenia uniemożliwiające kardiologom samodzielne wykonywanie i rozliczanie CCTA. Badanie, które w świadomości europejskiej kardiologii jest narzędziem kardiologicznym, w polskim systemie funkcjonuje poza optymalną ścieżką kompetencyjną. „To musi się zmienić. Integracja CCTA z ambulatoryjną kardiologią interwencyjną, zarządzana przez kardiologa, zakorzeniona w sieci kardiologicznej i logistycznie osadzona przed ewentualną koronarografią, to nie wizja przyszłości. To standard obowiązujący w czołowych ośrodkach europejskich już teraz – mówi prof. Gil.
Leczenie chorób strukturalnych serca metodami przezskórnymi to jeden z najdynamiczniej rozwijających się obszarów kardiologii interwencyjnej na świecie. Sztandarowym przykładem jest niedomykalność zastawki mitralnej i trójdzielnej – schorzenia te jeszcze dekadę temu można było leczyć wyłącznie operacyjnie, przy wysokim ryzyku powikłań i śmiertelności. „W 2026 r. dostępne komercyjnie są już trzy systemy do przezskórnej implantacji zastawki mitralnej i trójdzielnej. Pierwsze wszczepienia w Polsce zostały przeprowadzone, koszty poniosły szpitale. To moment historyczny, ale też moment weryfikacji czy system ochrony zdrowia będzie w stanie zapewnić finansowanie umożliwiające skalowanie tych procedur, czy pozostaną one domeną nielicznych ośrodków realizujących je w trybie wyjątkowym” – zastanawia się prof. Witkowski.
Kardiologia interwencyjna to już dyscyplina drużynowa
Nowoczesna kardiologia interwencyjna jest coraz mniej domeną jednego specjalisty przy stole zabiegowym. WCCI 2026 potwierdziło z pełną mocą, że wielodyscyplinarny zespół podejmujący decyzje terapeutyczne to nie opcja, lecz konieczność. I to Heart Team rozumiany szerzej niż dotychczas. O ile klasyczny model zakładał współpracę kardiologa interwencyjnego z kardiochirurgiem, o tyle aktualne wyzwania kliniczne wymagają stałej obecności w tym zespole specjalistów od obrazowania serca, kardiologów zajmujących się niewydolnością serca, diabetologów, specjalistów od otyłości i prewencji chorób sercowo-naczyniowych. To odzwierciedlenie rzeczywistości klinicznej. Pacjent z chorobą wieńcową kwalifikowany do rewaskularyzacji to w 2026 r. najczęściej pacjent z co najmniej kilkoma istotnymi chorobami towarzyszącymi, które muszą być uwzględnione nie tylko w decyzji o ostrym leczeniu, ale i w długoterminowej ścieżce terapeutycznej.
Innowacja w kardiologii interwencyjnej nie oznacza wyłącznie nowych urządzeń i procedur. WCCI 2026 wskazało na fascynujący, a zarazem praktycznie istotny kierunek. Głębsza analiza danych uzyskiwanych z metod diagnostycznych już stosowanych rutynowo. Dodatkowa analiza przepływów krwi w oparciu o obraz koronarograficzny, techniki takie jak quantitative flow ratio czy inne metody obliczeniowej oceny hemodynamiki naczyniowej dostarcza informacji, które dotąd wymagały dodatkowego cewnikowania lub inwazyjnych pomiarów ciśnienia wewnątrznaczyniowego. Dziś wiadomo, że ten sam obraz koronarograficzny, zebrany rutynowo, może posłużyć jako podstawa do precyzyjnych decyzji czy zaplanowany zabieg jest w ogóle wskazany, a jeśli tak, to jak powinien wyglądać jego protokół, by osiągnąć optymalny efekt hemodynamiczny. To kierunek strategicznie ważny dla systemu, bo oznacza pełniejsze wykorzystanie już generowanych danych bez dodatkowych kosztów procedury diagnostycznej. Taki model wpisuje się w logikę efektywności, o którą polska kardiologia interwencyjna powinna aktywnie walczyć.




































































