Podatek zdrowotny, pielęgnacyjny, ubezpieczenia dodatkowe wraz ze wzrostem składki zdrowotnej mogą uzdrowić sytuację systemu ochrony zdrowia. Nie mniej ważna jest odbudowa zaufania do OZ – uważają autorzy raportu „Nowa architektura finansowania zdrowia w Polsce. Systemowa diagnoza i rekomendacje eksperckie”.
„Mamy niską świadomość do czego ten system ochrony zdrowia w ogóle służy. Ciągle myślimy o nim kategoriami charytatywnymi” – twierdzi dr Maria Libura, kierownik Zakładu Dydaktyki i Symulacji Medycznej, Collegium Medicum Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie. Jej zdaniem jednym z zagrożeń jest to, że pieniądze na zdrowie „nie są znaczone”. Dlatego jedną z propozycji jest wprowadzenie celowego podatku zdrowotnego.
„Trzeba opodatkować wszystkie formy dochodów i opodatkować wszystkie osoby prawne (podstawą byłby CIT). Bez daniny od biznesu to nie będzie miało sensu” – tłumaczy mZdrowie dr Maria Libura i dodaje – „Trzeba też zwiększyć nakłady tak by dojść do 9 proc. PKB i to wcale nie były największe wydatki w Europie”.
Przypomnijmy, że średnio na zdrowie w krajach Unii Europejskiej przeznacza się ok. 10 proc. PKB. Najwyższe nakłady są w Niemczech (składka to ok. 14,6% + 2,5% dodatkowa), i we Francji – 13 proc. „Jednak niska dostępność do świadczeń powoduje, że wszystkie dyskusje o podniesieniu składki zderzają się ze ścianą” – uważa dr hab. Monika Raulinajtys-Grzybek, prof. SGH – kierowniczka Katedry Rachunkowości Menedżerskiej i Think Tanku SGH dla Ochrony Zdrowia, Szkoła Główna Handlowa w Warszawie.
„W ochronie zdrowia mamy kryzys finansowy i kryzys zaufania można zażegnać to zaufania nie da się kupić za żadne pieniądze” – dodaje dr Anna Gołębicka, ekspertka Centrum im. Adama Smitha. Chociaż, jak podkreśla, już dziś wydajemy 1,8 proc. PKB na zdrowie z prywatnej kieszeni – „To dużo, ale płacąc za prywatne wizyty i badania jesteśmy w stanie ocenić czy były one potrzebne, mówiąc wprost – mną co te pieniądze poszły. Płacąc do ogólnego budżetu nie mamy żadnej kontroli stąd m.in. złe oceny systemu”. Poprawa zaufania to zadanie nie tylko dla ekspertów, ale też dla polityków. „Wierzę – być może naiwnie – że na zdrowiu da się wygrać wybory. Na pewno nie da się ich wygrać na chorobie” – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego w Warszawie.
Kolejnym problemem jest opieka długoterminowa. Już dzisiaj brakuje ponad 30 tys. miejsc, a ze względu na starzenia się społeczeństwa powinno powstać dodatkowych 124 tys. miejsc w perspektywie 2040 r. – wynika z raportu „Rynek opieki długoterminowej w Polsce (pisaliśmy o tym: https://www.mzdrowie.pl/trendy/bgk-zainwestuje-w-domy-opieki/). „Nie podejmujemy problemu opieki długoterminowej – może dlatego, że to się rozmywa między dwoma resortami i właściwie nie wiadomo kto powinien się tym zająć” – tłumaczy prof. Raulinajtys-Grzybek.
Autorzy raportu proponują wprowadzenie nowego podatku na ten cel. Potrzebujemy podatku pielęgnacyjny na opiekę długoterminową. Dziś inaczej mamy wycenione łóżko w ZOL, a inaczej w DPS, chociaż w DPS-ach jest bardzo wielu pacjentów z chorobami przewlekłymi” – wyjaśnia dr hab. Iwona Kowalska-Bobko, prof. UJ – dyrektor Instytutu Zdrowia Publicznego, Wydział Nauk o Zdrowiu Colegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Taki pomysł miał już prof. Zbigniew Religa, były minister zdrowia, proponując go w 2007 roku. „Podatek Religi” miał wynosić 2 proc., a płacić go mieli obowiązkowo wszyscy uzyskujących dochód, w tym także rolnicy indywidualni. „Według naszych wyliczeń miało to być ok. 3 proc. Nie powinniśmy pytać kiedy wprowadzimy podatek pielęgnacyjny, ale jak. To pytanie polityczne” – podkreśla prof. Kowalska-Bobko.
Kolejny fundusz celowy, jaki postulują eksperci – to Fundusz Zdrowia Publicznego, który zapewniłby stabilność finansowania edukacji i profilaktyce zdrowotnej. Skąd miałyby pochodzić na to pieniądze? „Z tzw. podatków od grzechu (z ang. sin tax – przyp. red.): alkoholu, papierosów, podatku cukrowego do zdrowia mogłoby trafić dodatkowe 60 mld zł, ale ponieważ zawsze są jakieś ograniczenia to myślę, że realnie byłoby to 5-6 mld zł” – wylicza prof. Andrzej M. Fal, z Wydziału Medycznego Collegium Medicum, Uniwersytet Kardynała Stefana Wyszyńskiego.
„Dzisiaj profilaktyka jest sierotą, nie ma ani matki, ani ojca i nikt za nią odpowiada. Musimy wreszcie tę politykę zrozumieć” – uzupełnia dr Gałązka-Sobotka. To, że profilaktyka się opłaca jest truizmem. Najlepiej widać to chociażby w szczepieniach ochronnych.
Wraca też dyskusja na temat dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych. Jednak – jak podkreślają eksperci – powinny one być rozwijane jako konsekwencja jasno zdefiniowanego koszyka świadczeń i mechanizmu współpłacenia. Pozostawienie rozwijania ubezpieczeń uzupełniających wyłącznie mechanizmom rynkowym może rodzić ryzyko ograniczenia dostępu dla grup o wyższym ryzyku zdrowotnym.
„Musimy wrócić do podstaw. Technologie medyczne rozwijają się w szalonym tempie i będą kosztować coraz więcej – musimy sobie zadać pytanie w jakim zakresie państwo ma nam zagwarantować dostęp do tych innowacji, a w jaki możemy sobie dopłacić do nowoczesnego leczenia. To, że dzisiaj nie jesteśmy w stanie kupić sobie np. lepszego standardu pobytu w szpitalu jest mocno wykluczające, a przecież i tak do leczenia dopłacamy” – wyjaśnia dr inż. Robert Mołdach – prezes zarządu Fundacji Porozumienie dla Wartości Publicznej, Wykładowca na studiach SGH-WUM MBA w ochronie zdrowia. Efekt? „Jesteśmy tak egalitarni, że dzisiaj łatwiej jest się dostać do programu lekowego niż do endokrynologa” – podsumowuje dr Maria Libura.



































































