„Chirurgia robotowa ma zastosowanie w trudnych technicznie, wielogodzinnych zabiegach, które wymagają precyzji w preparowaniu tkanek. W porównaniu z chirurgią laparoskopową robot daje niesamowitą przewagę w przypadku szycia zespoleń w trudnych lokalizacjach anatomicznych, na przykład zespolenia przewodu trzustkowego z jelitem” – wyjaśnia dr Wojciech Hap ze Szpitala św. Łukasza w Bolesławcu, który od marca wykonuje zabiegi z użyciem robota Hugo.
Rozwój chirurgii robotowej jest odpowiedzią na globalne dążenie do minimalizacji inwazyjności procedur chirurgicznych. Robot nie zastępuje chirurga, ale wspiera go w precyzyjnym i mało inwazyjnym działaniu. „Liczymy na to, że zakres operacji z wykorzystaniem robota będzie się poszerzał. W 2018 r. byłem na stażu w Seulu i tam już wtedy bardzo intensywnie rozwijała się chirurgia robotowa raka żołądka. W krajach Dalekiego Wschodu to jest jeden z dominujących nowotworów, więc chirurdzy się na tym skupili. Korzyści płynące z leczenia tego nowotworu metodą robotową są niewątpliwe i potwierdzone badaniami naukowymi. Mam nadzieję, że kiedyś nastąpi ten czas, że w Polsce również będziemy mieli zapewnione finansowanie takich operacji” – mówi dr Wojciech Hap, kierownik Oddziału Chirurgii Ogólnej z Pododdziałem Chirurgii Onkologicznej w Szpitalu św. Łukasza w Bolesławcu.
W raku trzustki wyniki chirurgii robotowej są porównywane z wynikami w chirurgii klasycznej, ale już w zestawieniu z chirurgią laparoskopową wykazano przewagę zabiegów robotowych w redukcji ryzyka wystąpienia powikłań, które są bardzo ciężkie i bardzo częste. Klasyczna resekcja trzustki może trwać nawet 8 godzin. To bardzo obciążająca operacja – dla pacjenta i operującego zespołu.
„Na świecie operacje robotowe w raku trzustki odbywają się od kilkunastu lat. My też już wykonujemy resekcje głowy trzustki tą metodą. Z punktu widzenia chirurga to operacja łatwiejsza i bardziej komfortowa niż resekcja laparoskopowa. Dostęp do pola operacyjnego i powiększenie struktur pozwala choćby na bezpieczniejsze i dokładniejsze wykonywanie zespoleń w końcowej fazie operacji. Są jednak pewne „ale”. Po pierwsze, operacja małoinwazyjna trwa dłużej niż klasyczna, dlatego musimy mieć pewność, że chory będzie w stanie taką operację wytrzymać. Po drugie, w przypadku zaawansowanych miejscowo guzów może się okazać, że operacji nie da się wykonać bezpiecznie metodą małoinwazyjną i konieczna będzie konwersja do metody klasycznej. Po trzecie, w dostępnych badaniach klinicznych nie wykazano przewagi jednej czy drugiej metody, a więc metoda robotowa może być stosowana jako alternatywa dla klasycznej w ściśle wyselekcjonowanych przypadkach. Myślę, że w przypadku choroby tak agresywnej i o tak niekorzystnym rokowaniu odległym, jak rak trzustki, warto poszukiwać wszelkich metod, które mogą poprawić jakość leczenia chirurgicznego” – tłumaczy dr Hap. I podkreśla, że trzeba wyważyć, kiedy pacjent odniesie korzyści z operacji robotowej. To narzędzie jest stworzone do trudnych, długotrwających zabiegów, które są trudne dla zespołu chirurgicznego i dla pacjenta.
W zabiegach raka jelita grubego nie ma badań, które jasno wskazywałyby na wyraźną przewagę robotyki nad laparoskopią. Na pewno jednak korzyści odnoszą pacjenci, którzy mają wąską miednicę i nadmiar tkanki tłuszczowej, a są operowani z powodu raka odbytnicy, ze względu na to, że tam dostęp jest po prostu trudny. „Narzędzia robotowe mogą się zginać w różnych kierunkach, daje nam to przewagę w przypadku tej lokalizacji anatomicznej. Trudno jednak odnieść się do tego, czy robot ma aż tak dużą przewagę w pozostałych częściach chirurgii jelita grubego. Kiedy dyskutowano o refundacji resekcji nowotworów jelita grubego, spodziewaliśmy, że zostanie przyznana refundacja tylko w nowotworach odbytnicy. Stało się inaczej. To dobrze, ponieważ dzięki temu nie pozostajemy w tyle i możemy też rozwijać się w tej dziedzinie chirurgii, a także uczestniczyć w badaniach naukowych nad nią” – zauważa dr Hap.
Według dr. Hapa robot ma niebagatelną przewagę w przypadku szycia zespoleń – „Zespolenie przewodu trzustkowego z jelitem – to jest połączenie przewodu, który ma często zaledwie 2-3 mm średnicy. Jeżeli operujemy w powiększeniu i bardzo precyzyjnymi narzędziami, które nie drżą, nie poruszają się w sposób niekontrolowany, szycie jest bardzo precyzyjne, bardzo łatwe w przeciwieństwie do zabiegów laparoskopowych i klasycznych, gdzie często ledwo widać ten przewód”. Zwraca też uwagę na znacznie mniejszą utratę krwi w trakcie zabiegu operacyjnego – w stosunku do zabiegów klasycznych jest to wręcz niemożliwe do porównania. A to jest czynnik niezwykle ważny dla odległego rokowania pacjenta, jeżeli nie trzeba przetaczać krwi w trakcie zabiegu i chory nie ma anemii po nim.
„Komfort pracy chirurga to jest temat, który z punktu widzenia pacjenta wydaje się najmniej ważny. Ale prawda jest taka, że jeżeli stoi się kilka godzin przy stole operacyjnym, człowiek jest już zmęczony i obolały, to będzie dążył do tego, żeby zakończyć zabieg jak najszybciej, a w tych końcowych fazach wykonujemy zazwyczaj najbardziej istotne elementy operacji. Jeżeli mamy coś, co poprawia nam komfort pracy, to operacja od początku do końca jest wykonana z taką samą precyzją. Zmniejsza się też liczba personelu zaangażowanego w przeprowadzenie zabiegu. To jest istotne ze względu na to, że jest nas mało i trudno jest czasami zorganizować pracę na oddziale, jeżeli mamy klasyczną operację, do której muszą przystąpić cztery osoby” – wyjaśnia Wojciech Hap.
Zastosowanie robota i powiązanych z nim urządzeń umożliwia usystematyzowane i dobrze nadzorowane samoszkolenie chirurga, co bezpośrednio przekłada się na jakość i skuteczność leczenia pacjentów. „W przypadku naszego robota taki system nazywa się DS1 Touch Surgery. Pozwala nam na analizowanie przebiegu zabiegu operacyjnego na nagraniu – tego, co wykonywaliśmy w trakcie operacji, po to, żeby wrócić do pewnych elementów, które sprawiały nam trudność i zastanowić się czy inne postępowanie w trakcie operacji nie byłoby łatwiejsze oraz skuteczniejsze. Może w inny sposób doprowadzilibyśmy do tego, żeby osiągnąć efekt szybciej i prostszą drogą” – mówi dr Hap.
Specjalista z Bolesławca podkreśla, że operacje robotowe właściwie są operacjami laparoskopowymi – zmienia się tylko wykorzystywane narzędzie – „Oczywiście niezmiennie operuje chirurg. Natomiast tą dźwignią, którą w laparoskopii jest ręka, staje się ramię robota. Mówiąc krótko, jeżeli ktoś kwalifikuje się do operacji laparoskopowej, to będzie się kwalifikował do operacji robotowej. Oczywiście musimy rozważyć zawsze korzyści, jakie odniesie pacjent z takiej operacji, jak też chirurg. Bo jak mówiłem, wykonywanie pewnych zabiegów prostych nie ma najmniejszego sensu ze względu chociażby na to, że operacja robotowa zawsze będzie się wiązała z większym kosztem”.








































































