Przybywa chorych wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych. Obecnie w tej grupie dominują pacjenci z chorobami układu oddechowego, takimi jak POChP. System zaczął się korkować a niekorzystną sytuację zaognia wydłużający się czas oczekiwania za zeszłoroczne nadwykonania. Wątpliwości budzą ponadto kryteria kwalifikacji.
Sytuacja chorych wentylowanych mechanicznie w miejscu zamieszkania była tematem dyskusji na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia. Doktor Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc przypomniała początki stosowania wentylacji mechanicznej w warunkach domowych w Polsce. Datuje się ją na 1990 rok, ale prawdziwy rozkwit tego modelu terapii nastąpił w 2004 roki, gdy pieniądze ze środków publicznych pozwoliły znacząco zwiększyć liczbę ośrodków i liczbę pacjentów objętych przez nie opieką – “Liczba pacjentów wzrastała z roku na rok, a byli to przede wszystkim pacjenci z chorobami nerwowo-mięśniowymi”.
Kolejny wzrost liczby pacjentów objętych opieką nastąpił w 2014 r. Wówczas po raz pierwszy możliwość kwalifikacji pacjentów umożliwiono pulmonologom, wcześniej mogli to robić tylko anestezjolodzy. W 2025 roku było to już 12 638 osób (w 2009 roku było ich jedynie 1057). Pacjent objęci wentylacją w warunkach domowych może być przydzielony do jednej z trzech grup. Wentylowani ponad 18 godzin na dobę mają raz na tydzień wizytę lekarza, a dwa razy w tygodniu odwiedza ich pielęgniarka i fizjoterapeuta. Wentylowani 8-16 godzin na dobę mają dwie wizyty lekarskie w miesiącu, fizjoterapeuta odwiedza ich dwa razy w tygodniu, a pielęgniarka – raz. Wentylowani poniżej 8 godzin na dobę są odwiedzani przez lekarza i pielęgniarkę raz na kwartał.
Najliczniejszą grupą korzystających z wentylacji nieinwazyjnej w warunkach domowych stanowią chorzy na POChP. W Polsce objętych tą formą pomocy jest 32,9 osób na 100 tys. mieszkańców – to powyżej średniej europejskiej. “W Norwegii (gdzie wskaźnik jest najwyższy w Europie) jest 47 na 100 tys. mieszkańców, a w Polsce w niektórych województwach mamy 60 na 100 tys. mieszkańców, więc zastanawiam się czy we wszystkich województwach kwalifikacja jest taka jak powinna być” – powiedziała dr Czajkowska-Malinowska. Aktualnie kwalifikacja pacjentów odbywa się na prawie każdym oddziale, co budzi wątpliwości – “Zastanawia mnie kwalifikacja na SOR. To nie jest miejsce kwalifikacji”.
Ze stosowaniem wentylacji mechanicznej w domu wiążą się jednak także zbędne działania, które prowadzą do przeciążenia systemu. Przykładem są wizyty kontrolne lekarza w domu pacjenta, prowadzącego na codzień niemal normalne życie, aktywnego zawodowo. Taki chory, zdaniem dr Czajkowskiej-Malinowskiej powinien sam odwiedzać poradnię. Wówczas koszty opieki byłyby niższe, a czas zaoszczędzony na dojazdy mógłby pozwolić przyjąć większą ilość pacjentów – “To bardzo dobrze, że rozwija się ta wentylacja. To jest bardzo dobry kierunek. To na pewno jest tańszy rodzaj opieki, niż opieka szpitalna. Przede wszystkim należy jednak zdecydować czy kwalifikacja odbywa się w odpowiednim miejscu, czy prawidłowo jest prowadzona Dostaję bardzo niepokojącym głosy, że lekarz kwalifikujący otrzymuje wynagrodzenie za kwalifikację. Zdarza się, że pacjent z obturacyjnym bezdechem sennym zostaje zakwalifikowany do wentylacji domowej”.
Doktor Diana Zygadło (kierownik Oddziału VI Chorób Płuc i Gruźlicy, Mazowieckie Centrum Leczenia Chorób Płuc w Otwocku) mówiła o sytuacji chorych hospitalizowanych – 7 na 10 respiratorów zajmują pacjenci oczekujący objęcie wentylacją mechaniczną w domu. To blokuje możliwość zastosowania respiratora u innych ciężko chorych osób.
Doktor Robert Suchanke, lider Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej podkreślił, że najczęstszym powodem korzystania z wentylacji mechanicznej w warunkach domowych jest obecnie POChP. Prof. Paweł Śliwiński z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc wskazał, że pacjentów będzie przybywać m.in. dlatego, że dzięki coraz skuteczniejszym lekom coraz dłużej żyją osoby z chorobami rzadkimi, których przebieg prowadzi do włóknienia płuc. Ci chorzy po pewnym czasie także wymagają wentylacji nieinwazyjnej w warunkach domowych – “Nie ma mowy o żadnej epidemii, tylko jest lepsza diagnostyka i mamy skuteczniejsze leki, które pacjentom wydłużają życie”.
Wiceminister Tomasz Maciejewski przypomniał, że domowa wentylacja mechaniczna nie ma statusu świadczenia bezlimitowego. To oznacza, że w przypadku przekroczenia planu finansowego, zapłata za nadwykonania odbywa się przy użyciu wolnych środków. Jakub Szulc, wiceprezes NFZ, wskazał na wzrost liczby włączanych pacjentów oraz na to, że nie ma możliwości wyłączenia pacjenta z tego świadczenia. Dynamiczny wzrost liczby pacjentów obejmowanych wentylacją domową przy braku zasad wykluczania z niej doprowadzić może do niewydolności systemu opieki. Jak dodał w sprawie nadwykonań – ”NFZ będzie dokonywał największego wysiłku zmierzającego do tego by płatności za świadczenia realizować w terminie”. Za nadwykonania w przypadku świadczeń limitowanych pieniądze są wypłacane dopiero, gdy uda się spłacić nadwykonania w zakresie świadczeń nielimitowanych. Ponadto informacja na temat wstrzymania przez niektórych świadczeniodawców działalności w tym obszarze była już w grudniu.
“Model opieki nad pacjentem wentylowanym mechanicznie jest procedowany już dłuższy czas” – powiedziała Dominika Janiszewska-Kajka, wicedyrektor Departamentu Analiz i Strategii w Ministerstwie Zdrowia. W nowym projekcie zostanie m.in. uregulowana częstotliwość wizyt domowych, co realnie może przełożyć się na łatwiejszy i szybszy dostęp do tej formy opieki. Dzięki temu więcej osób potrzebujących wentylowania mechanicznego w warunkach domowych będzie mogło z niego skorzystać. Zostaną także dopracowana kryteria włączenia i wyłączenia ze świadczenia. “Mamy nadzieję, że ten projekt w najbliższym czasie, czyli w przeciągu najbliższych trzech miesięcy wejdzie w życie i będzie stanowił pierwszy etap zmiany opieki nad pacjentem” – zadeklarowała przedstawicielka resortu zdrowia.






































































