Nadciśnienie tętnicze było głównym powodem wizyt ambulatoryjnych w poradniach kardiologicznych w 2024 roku – zarejestrowano ich 2,24 mln i stanowiły 48 proc. wszystkich. W poprawie sytuacji ma pomóc ogólnopolski program „Misja 50/30. Ciśnienie pod kontrolą”
„Mamy epidemię nadciśnienia. To olbrzymi problem, bo jest ono bardzo ważnym czynnikiem ryzyka zgonów sercowo-naczyniowych. Do tego nadciśnienie tętnicze jest źle leczone, pacjenci mają niską świadomość jego konsekwencji i to generuje olbrzymie koszty – zarówno opieki medycznej jak i społeczne” – mówił podczas konferencji “Polka w Europie” dr hab. Jacek Lewandowski, kierujący Kliniką Chorób Wewnętrznych, Nadciśnienia Tętniczego i Angiologii w UCK WUM, konsultant wojewódzki w dziedzinie hipertensjologii na Mazowszu.
Nadciśnienie tętniczego (NT) występuje coraz częściej. Ocenia się, że na świecie choruje na nie blisko 2 mld ludzi. W Polsce nadciśnienie tętnicze ma 11 mln osób, a leki hipotensyjne otrzymuje 9,6 mln z nich. Trzy czwarte osób po 60. ma nadciśnienie tętnicze. W przypadku mężczyzn zajmujemy drugie miejsce w Europie pod względem rozpowszechnienia NT. Nieco lepiej sytuacja wygląda z kobietami, które są siódme pod tym względem.
W minionych dwóch latach europejskie towarzystwa kardiologiczne i nadciśnienia tętniczego, a także nasze krajowe, zmieniły podział NT i jednocześnie zaostrzyły kryteria jego rozpoznawania. Od 2024 r. za optymalne uznaje się ciśnienie, które nie przekracza 120/70 mmHg (wcześniej było poniżej 120/79). Jeśli pomiary wskazują 120-129 i/lub 80-84 (dotąd uznawane było za prawidłowe) oraz 130-139 i/lub 85-89 (do niedawna wysokie prawidłowe) ciśnienie uznaje się za podwyższone. Wartości od 140/90 mmHg są traktowane jako wysokie ciśnienie (wcześniej obowiązywał podział na stopnie NT).
Niestety najwyżej 23 proc. pacjentów ma dobrze kontrolowane nadciśnienie dzięki lekom. Jak wskazał prof. Lewandowski – „Tak mały odsetek pacjentów prawidłowo leczonych spowodowany jest tym, że wielu z nich nie przestrzega zaleceń lekarskich. Niektórzy odstawiają leki, jak tylko ciśnienie spadnie, co jest kardynalnym błędem. Inni są leczeni zbyt niską dawka leku lub tylko jednym, który nie jest u nich wystarczający. Tymczasem wystarczy zredukować ciśnienie o zaledwie 10 mmHg, by ryzyko choroby sercowo-naczyniowej spadło o 20 proc., niewydolności serca o 28 proc., udaru mózgu o 27 proc. i śmiertelności o 13 proc.”
Prof. Lewandowski zwrócił uwagę na olbrzymi wymiar ekonomiczny NT. „Wystarczy spojrzeć na dane za 2024 rok, żeby zobaczyć, ile czasu lekarze, a także psychoterapeuci, pielęgniarki, magistrowie farmacji poświęcali pacjentom z nadciśnieniem. Do tego dochodzą hospitalizacje w oddziałach kardiologicznych, których w ubiegłym roku było ponad pół miliona. Cztery główne ich powody – to choroba wieńcowa, niewydolność serca, zawały serca, migotanie przedsionków. Należy pamiętać, że są to powikłania, które powstają w wyniku nadciśnienia tętniczego. Samo nadciśnienie tętnicze, w tym źle kontrolowane, znalazło się na siódmej pozycji”.
Nadciśnienie tętnicze, kosztuje nas duże pieniądze. W 2018 r. pacjenci zrealizowali w aptekach 55,2 mln recept na 127,9 mln opakowań leków stosowanych w NT. Ich refundacja kosztowała ponad 1,2 mld zł, czyli ok. 14 proc. całego budżetu przeznaczonego na refundację apteczną. Średnia wartość refundacji na pacjenta wyniosła w 2018 r. 137 zł, a średnia wartość dopłat pacjentów 91 zł. Do tego dochodzą ogromne koszty świadczeń dla chorych z powikłaniami nadciśnienia.
„Leki hipotensyjne w naszym kraju są tanie i można uszyć terapię hipotensyjną za stosunkowo nieduże pieniądze, a osoby 65+ w ogóle mają to leczenie za darmo. Ale jak spojrzymy na koszty leczenia takich powikłań, jak choroba niedokrwienna serca czy niewydolność serca, to są miliardy złotych. Z drugiej strony chorzy właściwie leczeni mają olbrzymią redukcję ryzyka powikłań. Jeżeli właściwie leczonego pacjenta porównamy ze zdrowym równolatkiem, to on ma taką samą szansę na długie życie bez różnego rodzaju powikłań” – skomentował prof. Lewandowski.
W poprawie kontroli ciśnienia tętniczego ma pomóc ogólnopolski program „Misja 50/30. Ciśnienie pod kontrolą”. „Misja 50/30 – troszkę to brzmi enigmatycznie. O co nam chodzi w tym programie? Żeby te 23 proc. mieszkańców Polski z dobrą kontrolą ciśnienia tętniczego, zwiększyć do 50 proc. w 2030 r.” – zapowiedział prof. Lewandowski. Cele „Misji 50/30. Ciśnienie pod kontrolą” – to poprawa skuteczności leczenia NT, zmniejszenie powikłań z nim związanych, skuteczne wdrożenie wspólnych wytycznych Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego i Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego z 2024 r., zwiększenie świadomości społecznej na temat NT, mobilizacja środowiska medycznego, pacjentów i decydentów wokół zagadnień związanych z nadciśnieniem tętniczym.
W ramach programu w maju i czerwcu tego roku zostało przeprowadzone pierwsze z serii populacyjne badanie przesiewowe. „Zebraliśmy informacje od 5 tysięcy osób z 25 średniej wielkości miast w całej Polsce. Obecność nadciśnienia tętniczego w wywiadzie i leczenie z tego powodu zadeklarowało aż 47 proc. z nich, czyli połowa dorosłej populacji. Tylko 84 proc. z tych osób, które zadeklarowały, że mają nadciśnienie, było leczonych” – przedstawił dane prof. Lewandowski. Kolejne pomiary planuje się na 2028 i 2030 r.
Podobne programy są prowadzone na Słowacji i Litwie, w Chorwacji, a także Belgii. Zaowocowały istotnym zwiększeniem odsetka pacjentów z lepszą kontrolą ciśnienia tętniczego, co oznacza, że w tych państwach zmniejszała się częstość udarów, zawałów i innych powikłań NT. „Wiem, że to są mniejsze państwa, zazwyczaj 6-, 7-, 8-milionowe. My jesteśmy państwem zdecydowanie większym i trudniej będzie nam to pewnie przeprowadzić, ale mamy takie ambicje” – podsumował prof. Lewandowski.








































































