80 proc. polskich pacjentów z nadciśnieniem tętniczym nie jest optymalnie leczonych. „Skuteczne leczenie nadciśnienia tętniczego to zadanie systemowe, a nie wyłącznie kwestia recepty. To edukacja pacjenta, systematyczna kontrola, konsekwentne stosowanie wytycznych, współpraca lekarzy POZ, specjalistów, pielęgniarek, farmaceutów oraz aktywna rola pacjentów i organizacji pacjenckich” – uważa dr hab. n. med. Jacek Wolf z Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego.
Co sprawia, że w leczeniu nadciśnienia tętniczego, nie tylko w naszym kraju, trudno o sukces? „Po pierwsze, nadciśnienie jest chorobą, która nie boli, nie woła, nie skłania do tego, żeby sięgnąć po ciśnieniomierza i przekonać się, czy to nadciśnienie mamy (zjawisko awareness). Druga sprawa, to kiedy już wiadomo, że ono jest, pojawia się kolejne zjawisko – nie do końca jeszcze poznane – które się nazywa inercja terapeutyczna. Polega ono na tym, że do gabinetu przychodzi pacjent z niewyrównanym nadciśnieniem, a lekarz z braku czasu, sił, z różnych przyczyn, nie intensyfikuje leczenia. Ta inercja terapeutyczna dotyczy też trochę samych pacjentów, którzy przychodzą kompletnie nieprzygotowani na wizytę. I jeszcze jest takie zjawisko jak adherence, dotyczące pacjentów, którzy są poinformowani o chorobie, wiedzą, co im może grozić, a mimo to się nie leczą. Mówi się im dużo na ten skutków nadciśnienia, a oni nie mają na tyle dyscypliny, motywacji do leczenia” – wyjaśniała podczas konferencji inaugurującej XXII kampanięe Servier dla Serca prof. Anna Tomaszuk-Kazberuk z Kliniki Kardiologii, Lipidologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Dr hab. Jacek Wolf z GUMed dodał, że nadciśnienie tętnicze – to nudna choroba, ponieważ jest niebywale proste do zdiagnozowania i proste do leczenia. Światowe dane mówią jednak o 1,4 mld ludzi z NT, z których 70 proc. nie osiąga celu terapeutycznego, a 55 proc. jest non-adherence, czyli nie stosuje się do zaleceń. W Polsce 11 mln osób ma nadciśnienie, ale 40 proc. z nich nie ma świadomości choroby. „Czworo na pięcioro Polaków z nadciśnieniem nie jest optymalnie leczonych, a mogłoby być, bo są takie możliwości, bo nie ma przeciwwskazań. Dlatego z entuzjazmem podchodzimy do akcji PTNT „Misja 50/30. Ciśnienie pod kontrolą”, której głównym celem jest osiągnięcie do 2030 roku co najmniej 50 proc. pacjentów z prawidłowo kontrolowanym ciśnieniem tętniczym” – powiedziała prof. Tomaszuk-Kazberuk.
Według dr. Wolfa monoterapia w leczeniu NT to podstawowe wyzwanie – „Nie tak powinniśmy leczyć osoby z nadciśnieniem tętniczym i to jest uwaga adresowana do środowiska lekarskiego. To jest ten cień, o którym specjalnie nie lubimy mówić. Wolimy narzekać, że pacjent nie współpracuje, nie przyjmuje leków, nie zastosował się do naszych zaleceń, ale rodzaj terapii to nasza decyzja. Dlatego my lekarze musimy sami zrobić rachunek sumienia i zmienić niekorzystne statystyki”.
Badanie przeprowadzone w ramach kampanii “Maj Miesiącem Mierzenia” ciśnienia krwi (MMM – May Measurement Month) pokazało, że wartość prawidłową, czyli poniżej 130/80 mm Hg, miało zaledwie 22 proc. osób. „Co więcej, te 22 proc. to są statystyki sprzed 15-16 lat. Uderzające jest, że przez te 16 lat nie ruszyliśmy do przodu z tą statystyką. Kiedy już mamy rozpoznanie nadciśnienia tętniczego, Wartość ciśnienia skurczowego między 120 a 129 mm Hg – tak byśmy chcieli leczyć większości z pewnymi wyjątkami” – stwierdził dr Wolf.
Zgodnie z wytycznymi europejskimi i krajowymi od pierwszego kroku terapii NT należy stosować preparaty złożone. Wytyczne skierowane są do wszystkich profesjonalistów, do wszystkich lekarzy, którzy decydują się prowadzić terapię nadciśnienia tętniczego. „Tymczasem ponad 50 proc. pacjentów na dzień dobry dostaje od lekarza jeden lek. To jest działanie przeciwskuteczne na wielu, wielu poziomach. To jest coś, co uspokaja sumienie lekarza i pacjenta, że leczymy tę osobę, że ta osoba się leczy, ale do celu jest jeszcze daleko. To jest postępowanie, które istotnie wydłuża doprowadzenie chorego do celu, jeżeli nie zastosujemy u większości preparatów złożonych” – ocenił dr Wolf.
Według danych NFZ ostatek chorych na nadciśnienie otrzymujących preparat wynosi zaledwie 19 proc., tymczasem po wielu latach prowadzenia takiej terapii powinno to już być 80-85 proc. „Nie załatwimy problemu, jeżeli my, lekarze, nie zrewidujemy postępowania, nie zastosujemy się do wytycznych. Celem nadrzędnym jest oczywiście poprawa skuteczności leczenia, a ta będzie przekładała się jeden do jeden na redukcję powikłań przypisywanych nadciśnieniu technicznemu. To będzie przede wszystkim mniejsza liczba udarów, mniejsza liczba choroby wieńcowej, niewydolności serca, przewlekłej choroby nerek” – podkreślił dr Jacek Wolf.
Jak mówiła prof. Tomaszuk-Kazberuk, skuteczność leczenia nadciśnienia tętniczego w dużej mierze zależy od tego, czy cel terapeutyczny zostanie powiązany z osobistymi planami i wartościami pacjenta. Gdy kontrola ciśnienia staje się częścią realizacji ważnych celów życiowych, regularne stosowanie zaleceń i pomiarów wpisuje się naturalnie w codzienność. Właśnie ta codzienna konsekwencja – zwana adherencją – pozwala na dłużej zachować zdrowie, sprawność i kontrolę nad własnym życiem.
Dlatego hasło tegorocznej kampanii Servier dla Serca to „Misja życia”. Odwołuje się do tego, że ludzie nie zmieniają zachowań pod wpływem statystyk, ale pod wpływem znalezienia celu, sensu i odpowiedniej motywacji. „Cele terapeutyczne i cele życiowe są ze sobą powiązane. Motywacja, która ratuje życia pojawia się wtedy, gdy pacjent zaczyna rozumieć, po co się leczy” – tłumaczyła Adrianna Sobol, psycholog i psychoterapeutka z WUM. Jak przekonuje, to sens i emocje są kluczem do trwałej zmiany zachowań.








































































