Chińskie roboty chirurgiczne zdobywają polskie szpitale. Jaka jest ich jakość, gdzie się sprawdzają i jak wypadają na tle innych systemów- mówi dr hab. n. med. Tomasz Szopiński, urolog i chirurg z nowego Specjalistycznego Szpitalu Urologicznego grupy Mazovia w Ząbkach. W asyście pierwszego w Polsce i w Europie robota KangDuo SR2000 z certyfikacją CE od 2025 roku wykonał kilkadziesiąt zabiegów.
Systemy robotyczne w medycynie wyrastają niczym grzyby po oczekiwanym deszczu. Jak wynika z najnowszego raportu „Chirurgia robotowa 2025”, opracowanego przez Modern Healthcare Institute, już 7 producentów oferuje w Polsce swoje systemy. Główni gracze – to Intuitive, Medtronic, Versius, CMR Surrgical, ale na rynek weszli także producenci z Chin – MicroPort, Edge Medical i Sagebot. Już 100 szpitali dysponuje robotami, którymi w 2025 r. wykonano ok. 25 tys. operacji, głównie onkologicznych (95 proc.).
Pracujący w Mazovii robot KangDuo jest pierwszym systemem chińskiej firmy Sagebot, który rozpoczął pracę w Polsce i tym samym w Europie. Dzięki możliwości podłączenia drugiej konsoli system pozwala aktywnie uczestniczyć i obserwować operację innym niż chirurg osobom, prowadzić wymianę doświadczeń, budować kompetencje i organizować szkolenia, co potwierdza dr hab. n. med. Tomasz Szopiński – „Gdy zaczynałem operować w 2017, na rynku był tylko da Vinci. Teraz widać różnorodność i personalizację sprzętu. Producenci dostosowują się do preferencji i wymagań chirurgów. Można powiedzieć, że chirurgia robotowa stała się doskonałym połączeniem chirurgii otwartej z minimalnie inwazyjną techniką laparoskopową. Z perspektywy chirurga z zainteresowaniem podchodzę do nowych technologii. Rozwój kolejnych platform napędza postęp w chirurgii robotycznej. Pierwsze doświadczenia z systemem KangDuo pokazały, że przejście na tę technologię przebiega płynnie, a zastosowane rozwiązania, takie jak otwarta konsola czy wizualizacja 3D, zapewniają operatorowi komfortowe warunki pracy. To nowoczesne rozwiązanie o dużym potencjale rozwoju, stanowiące wartościowe rozszerzenie dostępnych systemów chirurgii robotycznej”.
Czy decyzja o kupieniu chińskiego robota budziła wątpliwości co do jakości sprzętu z Azji – dopytuję dr Szopińskiego. Odpowiada – „Mam dobre doświadczenia z chińską technologią medyczną, widzę, na jakim poziomie są w stanie produkować, Producenta można poprosić, by zrobił coś lepiej niż w pierwowzorze i nie zawiedzie. Poza tym system KangDuo otrzymał europejski certyfikat CE, który potwierdza, że urządzenie spełnia wymagania europejskich dyrektyw i pozwala bezpiecznie usiąść do maszyny.”
Szpital Urologiczny Mazovia w Ząbkach już zdecydował o wyborze systemu chirurgicznego, ale czym kierować się przy ewentualnym zakupie? Czy wybrać system kolumnowy na jednej platformie czy taki, gdzie każde ramię jest osobno? To dylematy menadżerów szpitali. „Do mnie najbardziej przemawia system jednokolumnowy z otwartą konsolą, lepiej się z nim czuję. Jednak nie można tego jednoznacznie rozstrzygnąć, który jest lepszy. Charakteryzują się innymi parametrami, ale oba są w stanie wspomóc nas w operacjach. Wybór pozostaje w kwestii indywidualnych preferencji operatora” – mówi dr Szopiński.
W rozwoju robotów chirurgicznych widać wyraźny trend – urządzenia są standaryzowane, nie da się dzisiaj mówić o istotnych różnicach. Dlatego dr Szopiński jest ostrożny w porównaniach – „Znane nam systemy nie miały równego startu. Trudno porównywać unowocześniany od kilkudziesięciu lat system da Vinci, już piątej generacji, z systemem, który wchodzi na rynek. To jest trochę jak walka Goliata z Dawidem. Na pewno wszystkie systemy bazują na technologii da Vinci w zakresie odwzorowywania ruchu urządzenia, jego koncepcji”. Niezaprzeczalnie nowa technologia przynosi realny postęp w pracy lekarzy i terapii pacjentów, przekłada się na skrócenie operacji, zmniejszenie inwazyjności, lepszy wynik onkologiczny i czynnościowy oraz zyski dla systemu. Jednak liczenie kosztów w medycynie jest skomplikowane, uważa dr Szopiński – „NFZ nie widzi, że po dobrze wykonanej operacji robotowej chorzy po dwóch tygodniach wracają do pracy lub po trzech miesiącach potrafią przebiec maraton. To jest zysk trudno mierzalny, ale niezwykle istotny”.
Dokgor Szopiński wykonał dotąd 1000 operacji urologicznych systemem da Vinci i zapewnia, że aby nabrać doświadczenia, należy pracować przy stole operacyjnym minimum 2-3 razy w tygodniu. Tym bardziej, że w urządzeniu brakuje haptyki (czucia tkanki) i należy polegać na pamięci wzrokowej. „Chirurgia robotowa znakomicie się sprawdza tam, gdzie mamy trudny dostęp, miejsce operowania schowane jest głęboko, np. u osób otyłych. Dlatego sytuacja, gdy możemy nie wpychać ręki, nie rozcinać na dużym obszarze tkanek, jest zaletą robotyki nie do przecenienia”.
Praktyka kliniczna w urologii coraz wyraźniej przesuwa się w stronę robotów, które sprawdzają się w skomplikowanych operacjach onkologicznych, gdzie chirurg porusza się w mniejszych strukturach ciała. Technologia robotowa pozwala wykonać zabiegi chirurgiczne, których nie dałoby się przeprowadzić w innej technice. „Jestem w stanie wykonać operację radykalnej prostatektomii w technice retzius-sparing (nie narusza przestrzeni przedpęcherzowej), bardzo oszczędnej. U takich pacjentów po zabiegu robotowym w 90 proc. trzymanie moczu wraca niezwłocznie po usunięciu cewnika. Nie wykonam tej pracy laparoskopowo, ponieważ stopień komplikacji i miniaturyzacja dostępu do prostaty nie pozwala na to” – zapewnia dr Szopiński.
Jedynie duże guzy nerek z czopami do przedsionka serca są operowane w systemie otwartym, pozostałe zabiegi urologiczne chirurdzy są w stanie wykonać laparoskopowo lub robotem. Jak potwierdziły badania naukowe, wspomaganie się robotami przy zabiegach poprawia wyniki czynnościowe chorego. „Przykładem jest radykalna cystektomia z wytworzeniem wewnątrz pęcherza jelitowego. Kiedyś taki zabieg trwał około 10 godz., w efekcie okazywało się, że jakość szycia laparoskopowego nie była wystarczająco dobra z powodu powikłań. Operacja w asyście robota trwa 4-5 godzin, jest perfekcyjna i pacjent jest w lepszej kondycji” tłumaczy dr Szopiński Jednak ostrzega – „Przy zabiegach typu przepuklina, wycięcie pęcherzyka żółciowego, wspomaganie się robotem czy laparoskopem nie daje spodziewanego zysku w stosunku do włożonych kosztów, ma jedynie sens edukacyjny”.
Mamy już 200 wskazań dla przeprowadzania operacji robotowych. Jednak refundacja pozwoliła na rozwinięcie skrzydeł jedynie w urologii, ginekologii i chirurgii proktologicznej. „Gdy zaczynała się laparoskopia, kwalifikowano do niej osoby młode, w dobrej kondycji, dotąd nieoperowane, najprostsze przypadki. Teraz do zabiegów robotowych najchętniej kierujemy osoby otyłe, reoperowane. Im mamy trudniejszą operację, im więcej szycia i manewrów na małej przestrzeni, tym bardziej są to wskazania do robota. Natomiast część operacji powinna być nadal wykonywana laparoskopowo lub w sposób otwarty. Te obszary będą na siebie nachodzić, i mają współistnieć, bo chirurg musi umieć poruszać się w polu operacyjnym” – podkreśla dr Szopiński.
Do rozwoju chirurgii robotowej otrzebujemy nie tylko wejścia na rynek nowych producentów, co pozwala obniżyć koszty tego sprzętu, ale przede wszystkim edukacji dla nowych operatorów, systemowych szkoleń, które w sytuacji rosnącego popytu na roboty stają się nakazem chwili. Ktoś kiedyś powiedział, że „robotyka jest po to, żeby starsi chirurdzy mogli operować”. To prawda, ale do zawodu wchodzą osoby młode, dla których edukacja stanowi kwestię rozwoju w tym trudnym i odpowiedzialnym zawodzie i musi być prowadzona przez mentora, a nie przez producenta sprzętu. Na 56 Kongresie Polskiego Towarzystwa Urologicznego w Katowicach Sekcja Robotyczna przedstawiła zapisy dotyczące szkolenia z robotyki, ale dr Szopiński pyta – „„A jaka będzie wymagalność tych zapisów? Stworzenie zasad, które nie będą sankcjonowane, nic nie da. Jestem za tym, by chirurg przeszedł szkolenie z chirurgii otwartej, Te staże są niezwykle potrzebne. Potem powinien nauczyć się laparoskopii, która dają inne pojęcie o polu operacyjnym. W asyście robota operujemy na 10-krotnym powiększeniu, co oznacza, że widać dokładnie mały wycinek pola. Natomiast w laparoskopii poruszamy się przy powiększeniu 2,5 krotnym, co daje wiedzę, jak panować nad większym polem operacyjnym i jak człowiek jest skonstruowany”.
Robot ma prawo się popsuć i to też się zdarza. Co wtedy? System taki jak KangDuo jest czteroramienny, uszkodzenie jednego ramienia nie stwarza kłopotu, nie uniemożliwia kontynuowania operacji – uważa dr Szopiński. Obecne systemy zostały tak skonstruowane, że ramiona robota są równoważne, do każdego z nich można zainstalować optykę lub inne narzędzie – „Mieliśmy sytuację, kiedy w czasie operacji przegrzewała się optyka. Nie byliśmy pewni, czy możemy dalej operować. Zadzwoniłem do centrum serwisowego w Niemczech. Operator, dostępny 24 godz. na dobę, połączył się z naszym systemem zdalnie i pomógł usunąć usterkę. Błąd nie stanowił najmniejszego problemu, kilka godzin później serwisant przywiózł nową optykę”.
Czy zatem w przyszłości robot przewidzi wynik operacji, zaproponuje rozwiązanie? Doktor Szopiński jest tego pewien – „To, co już mamy, to integracja tego systemu z innym systemami informatycznymi, na przykład nakładanie na obraz operacyjny obrazu usg. Jesteśmy w stanie to zrobić i wiedzieć, że konkretna gałąź tętnicy jest odpowiedzialna za unaczynienie danego fragmentu nerki z guzem. Pewnie system nauczy się, co widzi w czasie operacji i podpowie, że w danym miejscu mogę się spodziewać tętnicy, żyły, która jest ukryta w tłuszczu. AI jest w stanie odczytać również obraz rezonansu magnetycznego czy TK, przeanalizować go, zbudować rekonstrukcję i wstawić w pole operacyjne. I to ma swoją wartość. Ta informacja zdobyta i zmiksowana przez system informatyczny będzie na wagę życia już w niedalekiej przyszłości.”







































































