Neurologia wkracza w etap szybszej i bardziej precyzyjnej diagnostyki stwardnienia rozsianego, która może istotnie skrócić drogę chorego do leczenia. Kryteria diagnostyczne McDonalda po 8 latach zostały zmienione. Coraz wyraźniej widać również, że przebieg choroby kształtują nie tylko decyzje kliniczne, lecz także styl życia – aktywność fizyczna, dieta i codzienne nawyki.
Kryteria diagnostyczne McDonalda – to zbiór wytycznych, które mają ułatwiać neurologom postawienie diagnozy stwardnienia rozsianego, kierując ich przez listę potrzebnych do spełnienia warunków. Do niedawna stosowana była edycja z 2017 r., od września obowiązują nowe kryteria. Zostały one uzgodnione przez grupę międzynarodowych ekspertów i uwzględniają nowe narzędzia, markery badawcze oraz inne czynniki, które mają pomóc w stawianiu trafnego rozpoznania SM.
„Nowe kryteria mogą znacząco przyspieszyć diagnozę SM. A im szybciej postawimy rozpoznanie, tym wcześniej można rozpocząć leczenie modyfikujące przebieg choroby, co realnie poprawia rokowania pacjentów” – mówi prof. Monika Adamczyk-Sowa, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii ŚUM w Katowicach. Jak dodaje, mamy do czynienia ze zmianą w podejściu do SM. Wprawdzie nowe kryteria nie są rewolucyjne, ale w sposób uporządkowany opisują zjawisko, które lekarze obserwowali od lat – SM często daje sygnały dużo wcześniej, nim pojawią się pierwsze objawy kliniczne. Medycyna coraz lepiej wie, jak te sygnały odczytywać.
Nowe kryteria: diagnoza możliwa nie tylko szybciej, ale i precyzyjniej
Najważniejszą zmianą jest formalne ujęcie sytuacji, w której chorobę można rozpoznać na podstawie badań obrazowych zanim wystąpi pierwszy objaw kliniczny. To tzw. RIS – Radiologically Isolated Syndrome. Lekarze od lat stykali się z pacjentami, u których rezonans wykonywany z innego powodu ujawniał zmiany typowe dla SM. U wybranych osób, spełniających dodatkowe, ściśle określone kryteria, możliwe będzie postawienie diagnozy SM nawet przed wystąpieniem pierwszych objawów klinicznych.
Ważną modyfikacją jest uznanie nerwu wzrokowego za piątą lokalizację zmian charakterystycznych dla SM. W praktyce klinicznej od dawna był to obszar, który często jako pierwszy sygnalizował proces demielinizacyjny, ale dopiero obecna aktualizacja jednoznacznie wpisuje go do katalogu lokalizacji.
Nowe kryteria porządkują również rolę dodatkowych markerów diagnostycznych wspierających rozpoznanie SM: zmian z objawem żyły centralnej (CVS) i z obecnością pierścieni paramagnetycznych (PRL) w MRI oraz stężenia lekkich łańcuchów kappa (κ-FLC) w płynie mózgowo-rdzeniowym. Najbardziej praktyczna zmiana dotyczy tego, że w części przypadków – przy spełnieniu pozostałych kryteriów, m.in. obecności zmian w wielu charakterystycznych lokalizacjach i określonych markerów w płynie mózgowo-rdzeniowym – diagnozę można postawić bez oczekiwania na kolejny rzut lub nowe zmiany widoczne w kolejnych badaniach.
Aktywność fizyczna – coraz mocniejszy element układanki
Równolegle ze zmianami w kryteriach diagnostycznych coraz wyraźniej widać, że jakość życia w SM nie zależy tylko od farmakoterapii. Podczas tegorocznego European Committee for Treatment & Research in Multiple Sclerosis (ECTRIMS), największego międzynarodowego kongresu poświęconego SM, dyskutowano o roli aktywności fizycznej, diety i warunków środowiskowych. Metaanaliza ponad 200 badań obejmujących ponad 8 tys. pacjentów potwierdziła, że regularny ruch może przekładać się na: mniejsze nasilenie zmęczenia, bólu i objawów depresyjnych, poprawę funkcji poznawczych i jakości życia. W niektórych analizach aktywność była łączona również z niższym ryzykiem rzutu choroby. Badacze podkreślają jednak, że to korelacje, a nie dowód przyczynowo-skutkowy. Mimo to spójność wyników jest uderzająca.
Podobnie dzieje się w przypadku diety. Wykazano, że zdrowy sposób odżywiania wiązał się z mniejszym nasileniem niektórych objawów, a żywność wysoko przetworzona – z większą aktywnością zmian w rezonansie. W dyskusjach powracał również temat witaminy D oraz wpływu zanieczyszczeń środowiskowych, takich jak PFAS, na ryzyko rozwoju choroby. Jak podkreślali eksperci, są to na razie głównie obserwacje epidemiologiczne, a nie ostateczny dowód przyczynowy. To wszystko buduje obraz SM jako choroby, której przebieg zależy od szeregu czynników — i która wymaga wieloobszarowego wsparcia.






































































