Eksperci medycyny nuklearnej apelują o refundację terapii radioligandowej w leczeniu pacjentów z rozsianym rakiem prostaty. Stabilne finansowanie jest warunkiem koniecznym, aby zapewnić dostęp do terapii radioligandowej wszystkim, którzy mają ku temu wskazania.
Terapia radioligandowa to szansa dla chorych u których dotychczasowe schematy leczenia nie przyniosły spodziewanego efektu. Spektakularne rezultaty uzyskano w leczeniu rozsianego raka prostaty, gdzie obserwowano całkowite wycofanie przerzutów z różnych lokalizacji w ciele pacjenta. Zwiększenie dostępności do tej formy terapii wymaga zadbania przede wszystkim o pewne finansowanie nie tylko samej procedury, co także wszystkich elementów niezbędnych w procesie okołozabiegowym. Podczas posiedzenia sejmowej podkomisji stałej ds. onkologii omawiano sytuację medycyny nuklearnej w Polsce a rozmowa dotyczyła przede wszystkim możliwości i barier na drodze do większej dostępności terapii radioligandowej.
“W obszarze leczenia medycyna nuklearna umożliwia praktyczną realizację koncepcji teranostyki, czyli połączenia diagnostyki i terapii w jednym w spójny proces kliniczny” – mówiła Joanna Kujawa, naczelnik Wydziału Zdrowia Środowiskowego w Departamencie Zdrowia Publicznego Ministerstwa Zdrowia. Jak wskazywała, w obszarze tym coraz większą rolę odgrywają terapie radioligandowe. Ich znaczenie będzie dalej rosnąć, jednakże istnieją bariery, które trzeba pokonać aby iść wraz z rozwojem tej formy leczenia i diagnostyki – “Są one klinicznie skuteczne, technologicznie dojrzałe i w najbliższych latach ich znaczenie będzie systematycznie rosło”. Przedstawicielka resortu zdrowia dodała – “Bariery rozwoju dotyczą przede wszystkim zakresu kontraktowania przez NFZ oraz refundacji, a także dalszego rozwoju bazy aparaturowej i kadrowej”. W Polsce obecnie 12 ośrodków medycyny nuklearnej byłoby w stanie prowadzić leczenie radioligandowe. Terapie te są obecnie stosowane jako jedne z ostatnich linii leczenia w ramach RDTL lub badań klinicznych. Wyjątkiem jest leczenie guzów neuroendokrynnych, które realizowane jest w ramach programu lekowego. “Sama specyfika terapii radioligandowej istotnie różni się od chemioterapii czy radioterapii, co uzasadnia potrzebę stworzenia jednolitego, dedykowanego programu lekowego, uwzględniającego ich odrębność organizacyjną i kosztową” – wyjaśniała Joanna Kujawa.
Doktor Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej podkreślał, że narzędzia, jakimi dysponuje medycyna nuklearna wraz z rozwojem biologii molekularnej pozwalają personalizować terapię i stosować leczenie celowane, czyli nakierowane na niszczenie komórek rakowych przy oszczędzaniu zdrowej tkanki.
Profesor Rafał Czepczyński (kierownik Pracowni Medycyny Nuklearnej, Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu) wyjaśnił zebranym mechanizmy, którymi rządzi się terapia radioligandowa. Najważniejszym elementem jest radiofarmaceutyk, którego cząsteczka jest zbudowana z dwóch elementów: ligandu wiążącego się swoiście z daną komórką i izotopu promieniotwórczego. Izotop stanowi o tym, czy układ ten zostanie zastosowany do diagnostyki czy terapii. Termin “teranostyka” oznacza połączenie terapii i diagnostyki – “To powiązanie słów, aby podkreślić, że te duże gałęzie są tutaj połączone w tej jednej cząsteczce radiofarmaceutyku”. Precyzja, możliwość obserwacji na bieżąco, czy w dobrym kierunku idzie leczenie – to pozytywne strony stosowania nowoczesnych rozwiązań z obszaru medycyny nuklearnej. To przekłada się na większą efektywność leczenia, a tym samym przyszłe oszczędności dla systemu. Barierą w praktycznym wdrażaniu mogą być kwestie rozliczania świadczeń. Prof. Czepczyński ostrzegł przed rozliczaniem samego radiofarmaceutyku, z pominięciem kosztów kwalifikacji do terapii, porad lekarskich, ewentualnej hospitalizacji. Podkreślił, ze potrzebne jest także wzmocnienie zasobów medycyny nuklearnej, czyli sprzętu i kadr specjalistycznych ośrodków. Zwrócił także uwagę na perspektywiczny charakter tej dziedziny – na świecie prowadzonych jest aktualnie ponad 200 projektów badawczych w tym obszarze, co oznacza że możemy się spodziewać rejestracji nowych terapii ligandowych.
Prof. Marek Dedecjusz, kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej Narodowego Instytutu Onkologii przedstawił przykład pacjenta poddanego leczeniu ligandem PSMA. 72-latek chory na rozsianego raka prostaty, za którym było już wiele linii leczenia, był pierwszą osobą, która otrzymała taką terapię w Polsce. Leczenie prowadzone było w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie i dla tego pacjenta była to terapia ostatniej szansy. Zdjęcia z badania PET pokazywały zmniejszanie się przerzutów do tego stopnia, że na ostatnim prezentowanym obrazie zmiany nowotworowe się praktycznie wycofały. Równolegle poziom PSA stopniowo spadł do zera. “Takich efektów się nie spodziewaliśmy, pomimo dobrych doniesień z piśmiennictwa” – zaznaczył prof. Dedecjusz. Informacje z innych krajów mówią o tym, że ponad 40 proc. chorych, często mających już inne schorzenia i zmagających się już od pewnego czasu z chorobą nowotworową, dobrze reaguje na leczenie ligandem PSMA. Występowanie powikłań jest rzadkie. “Bardzo byśmy chcieli prosić o wsparcie starań o program lekowy, bo podawanie skutecznego leku w ostatniej linii leczenia rzadko jest tym najlepszym rozwiązaniem” – mówił prof. Dedecjusz.
“Ta terapia jest wspaniała, ale kosztowna i ten element kosztowy musimy również brać pod uwagę” – zaznaczył prof. Leszek Królicki, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej, pytany o znaczenie farmakoekonomiki w terapii radioligandowej. Jak wyjaśnił, w leczeniu raka prostaty dotychczasowe metody leczenia pomagają ok. 70 proc. pacjentów. W początkowych liniach terapii nieuzasadnione jest więc sięganie po droższe metody, jeśli mamy do dyspozycji skuteczne, tańsze terapie. Dlatego “my musimy się skupić na tej grupie, przynajmniej w tej chwili, kiedy te podstawowe sposoby leczenia, uznane i tańsze, zawodzą. I to jest grupa ok. 20 proc. chorych” – podsumował. Dodał równocześnie, że trwają obecnie poszukiwania najlepszego momentu włączenia terapii radioligandowej do schematu leczenia chorych na raka prostaty. Zdaniem polskich klinicystów powinien być to etap przedostatni, czyli już po leczeniu hormonalnym, a nie dopiero po chemioterapii. Przejście chemioterapii pogorsza bowiem efekty leczenia.








































































