Pierwotne zapalenie dróg żółciowych (primary biliary cholangitis, PBC) – to rzadka autoimmunologiczna choroba, która prowadzi do postępującego włóknienia wątroby i w efekcie do marskości, niewydolności tego narządu, a także raka wątrobowokomórkowego. W Polsce żyje ok. 4,5 tys. osób z tą chorobą. Niedawno zostały zarejestrowane w Europie dwa leki nowej generacji, które mogą spowolnić przebieg choroby i poprawić jakość życia chorych, nie odpowiadających na stosowane dotychczas terapie. Na razie w Polsce nie są refundowane.
Świadomość objawów PBC zarówno wśród lekarzy, jak i w społeczeństwie jest tak niska, że chorzy niekiedy latami wędrują od lekarza do lekarza, zanim usłyszą prawidłową diagnozę. W tym czasie choroba postępuje, stopniowo niszcząc przewody żółciowe, a poczucie dojmującego zmęczenia, świąd, bóle stawów, zaburzenia snu, obniżenie nastroju stają się coraz bardziej dokuczliwe. U części chorych świąd jest tak silny, że mają przeczosy, tj. uszkodzenia naskórka, spowodowane uporczywym drapaniem się aż do zranień. Objawom klinicznym towarzyszy narastająca cholestaza biochemiczna, czyli zatrzymanie żółci. Chorzy mają coraz większe problemy w pracy i codziennym funkcjonowaniu, czują się niezrozumiani, odsuwają się od bliskich, rezygnują z relacji towarzyskich, co sprzyja wykluczeniu społecznemu i izolacji.
„90 proc. zachorowań dotyczy kobiet po 40. roku życia. Główne symptomy – to przewlekłe zmęczenie i świąd skóry, które są bardzo często marginalizowane, ponieważ nie są widoczne w rutynowo wykonywanych badaniach laboratoryjnych, nie są też uwzględniane w pierwszych wywiadach lekarskich jako coś bardzo istotnego. W związku z tym te objawy utrzymują się miesiącami zanim chora zostanie prawidłowo zdiagnozowana” – wyjaśnia dr Maciej Janik z Kliniki Hepatologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
„Wykonując markery związane z pracą wątroby, myślimy głównie o AST, ALT, GGT, bilirubinie. W tej układance brakuje piątego elementu – fosfatazy alkalicznej (ALP). Dopiero łącznie pozwalają one całościowo ocenić pacjenta w kierunku chorób wątroby. Myśląc o fosfatazie alkalicznej, możemy skierować nasze działania diagnostyczne w kierunku cholestaz o różnym podłożu. Natomiast po wykluczeniu kamicy żółciowej w badaniu USG, możemy myśleć o cholestazach występujących rzadziej, w tym w pierwotnym zapaleniu dróg żółciowych. Wydaje się, że dodanie fosfatazy alkalicznej do programu „Moje Zdrowie” byłoby korzystne dla naszych pacjentów, jak i pomocne dla lekarzy. Zgłaszaliśmy takie uwagi w procesie konsultacji społecznych, jednak nie zostały dotychczas uwzględnione. Samo stwierdzenie obecności cholestazy biochemicznie jest możliwe w POZ” – mówi dr Janik.
Dostępne od lat terapie pozwalają zmodyfikować przebieg PBC, spowalniając lub zatrzymując jej postęp. Lekiem pierwszego rzutu jest kwas ursodeoksycholowy, który wykazuje skuteczność u ok. 60-65 proc. pacjentów, zapewniając im spowolnienie lub zatrzymanie progresji choroby i bardzo dobre rokowanie. Im wcześniej rozpoznana choroba, tym lepsza odpowiedź na leczenie. Natomiast skuteczność kwasu UDCA w łagodzeniu najbardziej dokuczliwych objawów, czyli świądu i zmęczenia, jest niewielka.
„Niestety, mniej więcej 35 proc. pacjentów nie odpowiada na leczenie pierwszej linii. Dotychczas mieliśmy dla nich kilka leków, które były podawane poza wskazaniami rejestracyjnymi, Ponad rok temu pojawiły się dwa preparaty selektywnych agonistów PPAR, które zostały zarejestrowane do leczenia pacjentów z PBC nieodpowiadających na pierwszą linię leczenia. To seladelpar i elafibranor” – mówi dr Janik.
Oba leki należą tej samej grupy, ale działają na inne receptory, których aktywacjaodgrywa istotną rolę w regulacji procesów metabolicznych, przeciwzapalnych i wpływających na włóknienie wątroby. W przypadku PBC oznacza to m.in. zmniejszenie stanu zapalnego, ograniczenie powstawania blizn (włóknienia) i poprawę funkcjonowania komórek, a to wszystko przekłada się na spowolnienie postępu choroby. „Co równie ważne, w badaniach klinicznych z zastosowaniem jednego z tych leków wykazano, że leczenie może przynosić istotną ulgę w zakresie uporczywego świądu, a to bez wątpienia poprawia jakość życia chorych. Aktualnie jesteśmy na stanowisku, że przewlekłe zmęczenie nie ustępuje wraz z poprawą wyników badań biochemicznych u naszych pacjentów. Natomiast wstępne dane zaprezentowane podczas Kongresu Europejskiego Towarzystwa Badań nad Wątrobą (EASL 2025) w Amsterdamie pokazują, że jeden z nowych leków będzie miał korzystny wpływ również na zmęczenie. Czekamy na ostateczne potwierdzenie tych wyników w publikacjach naukowych” – dodaje dr Janik.
Nowoczesne opcje leczenia są zarejestrowane w Europie, ale póki co nie są refundowane w Polsce. „Czyli dostęp do nowoczesnej terapii jest, ale ja jako lekarz nie mogę tymi lekami leczyć, ponieważ mówimy o dużych kosztach, a nie mamy dostępu do refundacji. Co prawda możliwa jest bardzo ograniczona ścieżka wczesnego dostępu jak i RDTL (ratunkowy dostęp do technologii lekowych), ale to nie jest rozwiązanie w chorobie przewlekłej” – podkreśla dr Janik.
Oddział Kliniczny Hepatologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych WUM opiekuje się ponad 800 pacjentami z PBC i jako jedyny ośrodek referencyjny w Polsce należy do ERN RARE-LIVER – Europejskiej Sieci Ośrodków Referencyjnych ds. Rzadkich Chorób Wątroby. Są wśród nich chorzy, którzy otrzymują nowy lek w ramach RDTL. To są mężczyźni przed 40. rokiem życia, u których PBC ma bardzo agresywną postać – włóknienie wątroby postępuje bardzo szybko, w ciągu kilku miesięcy, gdy w przypadku typowego przebiegu choroby jest to rozciągnięte na lata. „Dla tych pacjentów na RDTL mamy te terapie, ale to nie jest opcja długofalowa, bo co trzy miesiące musimy powtarzać wnioski. Jest to też związane z tym, że kiedy ja te wnioski wypisuję, to wtedy nie przyjmuję czterech-pięciu pacjentów. Wydaje się, że jest przestrzeń na to, żeby te terapie wdrożyć jak najszybciej, bo każdy kolejny miesiąc nieleczenia tych pacjentów powoduje, że zbliżamy się do zaawansowanej postaci choroby i tego, czego chcielibyśmy uniknąć, czyli transplantacji wątroby – komentuje dr Janik. Jak szacuje, około 1,5 tys. chorych w Polsce mogłoby skorzystać z tych nowych terapii zgodnie ze wskazaniami rejestracyjnymi.








































































