Według raportu Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani (FOZZ) Polacy coraz częściej postrzegają bezpieczeństwo lekowe nie jako problem logistyczny, ale jako zagadnienie bezpośrednio wpływające na zdrowie i życie. Współautorka opracowania prof. dr hab. Anna Staniszewska z Katedry i Zakładu Farmakologii Doświadczalnej i Klinicznej WUM, prezes Fundacji Obywatele Zdrowo Zaangażowani podkreśla, że bezpieczeństwo lekowe powinno być traktowane jako jeden z filarów bezpieczeństwa zdrowotnego państwa.
– Czy bezpieczeństwo lekowe jest ważne dla polskiego społeczeństwa? Co wynika z badania przeprowadzonego przez Fundację Obywatele Zdrowo Zaangażowani?
Anna Staniszewska – Nasze badanie, pierwsze przeprowadzone wśród pacjentów w zakresie szeroko pojętego bezpieczeństwa lekowego jasno potwierdziło, że bezpieczeństwo lekowe jest bardzo ważne dla Polaków. Jesteśmy nie tylko świadomi jego wpływu na leczenie, ale nawet jesteśmy skłonni ponosić dodatkowe koszty, aby zapewnić to bezpieczeństwo. Co ciekawe, nasi respondenci uznawali bezpieczeństwo lekowe za element szeroko pojętego bezpieczeństwa zdrowotnego, nie tylko jako problem organizacyjny. Na koniec ankiety mieli możliwość pozostawienia swoich komentarzy i pojawiło się wśród nich hasło, że najlepszy lek nie pomaga, jeżeli nie jest dostępny w aptece, jeżeli nie ma go na rynku.
– To zapewne pandemia COVID-19 uświadomiła nam, jak ważne jest bezpieczeństwo lekowe?
– Rozmowa o szeroko pojętym bezpieczeństwie lekowym rozpoczęła się od pandemii COVID-19, potem doszła wojna w Ukrainie, różne geopolityczne uwarunkowania, ostatnio blokada cieśniny Ormuz. Pandemia była pierwsza i pokazała problemy z dostępnością niektórych leków oraz wyrobów medycznych. Przyczyniła się do zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw i zwiększonego zapotrzebowania na niektóre produkty. Dopóki nie nauczyliśmy się leczyć COVID-19, różne leki były sprawdzane na zasadzie prób i błędów, wzrosło zużycie leków przeciwgorączkowych, przeciwzapalnych, antybiotyków i wszelkich stosowanych w ostrych infekcjach, ale też chorobach przewlekłych, i wtedy pacjenci zaczęli się bać, że może zabraknąć leków, które stale przyjmują.
– A czy znamy takie pojęcie jak kryzys lekowy? Czy obawiamy się go?
– Myślę, że wydarzenia, o których mówiłam, uświadomiły nam, że kryzys lekowy jest możliwy. Nasi respondenci doświadczyli już na własnej skórze braku leków w aptekach, szczególnie stosowanych w chorobach przewlekłych i antybiotyków. I te doświadczenia pokazały, że bezpieczeństwo lekowe należy traktować naprawdę priorytetowo. Raport pokazuje, że 41,8 proc. respondentów uważa kryzys lekowy za realne zagrożenie. Z kolei 42,9 proc. badanych deklaruje obawy związane z dostępnością leków w polskich aptekach.
Uświadomiliśmy sobie, że świat jest nieprzewidywalny, w związku z czym mamy wyraźny niepokój, że może być zaburzona dostawa leków. Ale trzeba podkreślić, że możemy temu zaradzić, bo kraje europejskie dysponują zakładami, które są zdolne do produkcji leków. Dlatego powinniśmy stworzyć fundamenty suwerenności lekowej w oparciu o europejskie zasoby, ale też odważne decyzje. Oczywiście wymaga to zaangażowania decydentów i wielu podmiotów, instytucji. Przykładowo, obecnie, w Europie, konkretnie w Austrii, jest jeden zakład produkujący antybiotyki od A do Z, czyli od momentu fermentacji, poprzez syntezy gotowych substancji czynnych, aż po pakowanie i dystrybucję. Czyli mamy takie możliwości i teraz pytanie – czy będziemy umieli je wykorzystać?
– Jednym z zaskakujących wyników badania jest wysoka gotowość obywateli do ponoszenia dodatkowych kosztów w zamian za większe bezpieczeństwo dostaw. Czy to pokazuje, że dla wielu z nas pewność dostępu do leczenia jest ważniejsza niż sama cena produktu?
– Wysoka gotowość respondentów do ponoszenia dodatkowych kosztów w zamian za stabilne dostawy leków pokazuje, że dla wielu osób zabezpieczenie dostępu do leczenia jest ważniejsze niż sama cena. Ponad 70 proc. respondentów wyraziło gotowość ponoszenia dodatkowych kosztów. Zaproponowaliśmy różne kwoty – 20 zł było najwyższą. Największy odsetek ankietowanych wskazał tę najwyższą kwotę, co absolutnie oznacza, że pacjenci nie patrzą tylko i wyłącznie na koszt zakupu leku, ale przede wszystkim na to, czy będzie on dostępny wtedy, kiedy oni będą go potrzebować.
– Braki których leków byłyby dla nas najbardziej dotkliwe?
– Przede wszystkim leków stosowanych w chorobach przewlekłych, a także antybiotyków. To pokazuje, że antybiotyki są postrzegane jako leki szczególnie wrażliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa lekowego, dlatego że bardzo szybko byłoby widać efekty, gdybyśmy nie mili do nich dostępu.
– Jakie są – według ankietowanych – najważniejsze cechy leku?
– Odpowiedzi respondentów pokrywają się z tym, co powinni powiedzieć fachowi pracownicy ochrony zdrowia, a mianowicie cztery cechy: skuteczność, profil bezpieczeństwa, jakość i dostępność. Wszystkie te aspekty są istotne, natomiast bez dostępności najbardziej skuteczny, najbezpieczniejszy, najlepszy pod względem jakości, najbardziej przebadany lek nie zadziała, jeżeli go po prostu nie będziemy mieć. Brak leku to opóźnienie w rozpoczęciu procesu leczenia albo przerwanie go i w efekcie pogorszenie stanu zdrowia pacjenta. W niektórych przypadkach mogą się pojawić bardzo poważne powikłania, pogorszenie stanu zdrowia, przejście w bardziej zaawansowane stadium, już nie mówiąc o tak poważnym zagrożeniu, jakim jest zgon. Dodatkowo to wszystko ma aspekt finansowy dla systemu. Dlatego stwierdzenie, że dostępność leków jest tak samo ważna jak skuteczność czy bezpieczeństwo, a wręcz nawet ustawiłabym ją na pierwszym miejscu.
System ochrony zdrowia musi nie tylko zapewniać rozwój nowych terapii, bo my ciągle mówimy o innowacjach, zapominając niejednokrotnie o stabilnych dostawach i dostępności dla pacjentów leków już obecnych na rynku.
– Szczególną uwagę w raporcie poświęcono antybiotykom. Czy uczestnicy badania mieli kiedykolwiek problem z ich zakupem?
– Tak, badanie pokazało, że część uczestników miała w przeszłości problem z zakupem antybiotyków – lek nie był dostępny w aptece w momencie, kiedy był potrzebny, a jak wiemy, opóźnienie rozpoczęcia antybiotykoterapii jest bardzo niekorzystne.
– Czy ankietowani mają świadomość, że większość substancji czynnych wykorzystywanych do produkcji antybiotyków pochodzi z Chin i Indii?
– Z naszego badania wynika, że świadomość ankietowanych dotycząca pochodzenia substancji czynnych antybiotyków była raczej ograniczona, czyli większość osób nie miała tej świadomości, nie zdawała sobie sprawy, że właśnie znaczna część produkcji substancji czynnych koncentruje się w Azji. Chiny i Indie to kluczowi dostawcy dla globalnego rynku farmaceutycznego. W odpowiedziach na kolejne pytania wybrzmiewało już zaniepokojenie zależnością od tak naprawdę jednego regionu świata. Szczególnie w aspekcie kryzysów, ale co za tym idzie, zgodnie z sentencją lepiej zapobiegać niż leczyć, powinniśmy być zawsze przygotowani nie tylko w sytuacjach kryzysowych, ale przewidywać –dostępność powinna być traktowana priorytetowo.
– A czy respondenci nie mieli w związku z Chinami i Indiami poczucia, że to są miejsca, które nie kojarzą się jako bezpieczne pod kątem higienicznym, zdrowotnym?
– Takiego pytania nie było. Mogę tylko ze swojego doświadczenia skomentować, że faktycznie gdy patrzymy na kolejny problem bezpieczeństwa lekowego, czyli fałszowanie leków, to znacząca większość – niektóre badania pokazują, że do 90 proc. – substancji sfałszowanych pochodzi właśnie z tych krajów. Jeśli będą problemy w zakupie leków w legalnym obrocie, to niestety wtedy jest duże prawdopodobieństwo, że zaczniemy kupować np. przez Internet i trafimy na produkty nienależytej jakości.
– Jakie działania wzmacniające bezpieczeństwo lekowe powinny zostać wdrożone przed wystąpieniem kolejnego kryzysu zdrowotnego lub geopolitycznego?
– Powtórzę to, co już powiedziałam wcześniej, że trzeba działać z wyprzedzeniem, czyli nie czekamy aż coś złego się wydarzy – jakiś kryzys lekowy, zdrowotny, geopolityczny – tylko działamy z wyprzedzeniem i to jest najważniejsze. Kluczowe powinny być działania na kilku poziomach. Przede wszystkim zwiększenie produkcji leków w Europie i w naszym kraju i ograniczenie zależności od Chin i Indii, wspieranie lokalnych fabryk, które będą produkowały substancje czynne, a także tworzenie rezerw leków krytycznych, co ma już miejsce w Polsce.
Drugi aspekt – to stabilność łańcuchów dostaw, czyli dywersyfikacja dostawców surowców, lepsze monitorowanie ewentualnego ryzyka braku leków, szybkie reagowanie na zakłócenia, transportowe, logistyczne, czy produkcyjne i też obowiązek zgłaszania potencjalnych niedoborów przez samych producentów. Trzeci punkt, na który bym postawiła, to systemy monitorowania i wczesnego ostrzegania, uwzględniające zużycie leków w aptekach i szpitalach, na co wpływa sezonowość, okresy kiedy na przykład zapotrzebowanie na antybiotyki znacząco wzrasta. Reasumując, Europa, silnie uzależniona od zewnętrznych dostawców substancji czynnych i leków krytycznych, musi pilnie przejść od deklaracji do realnych decyzji wzmacniających bezpieczeństwo lekowe. Polscy decydenci mają narzędzia, aby realnie wzmacniać nasze bezpieczeństwo lekowe, na przykład uznając w przetargach na leki krytyczne, w tym antybiotyki, kryteria pozacenowe, takie jak europejskie miejsce wytwarzania API, stabilność produkcji i bezpieczeństwo dostaw. Tylko takie podejście tworzy warunki do realnej odbudowy suwerenności lekowej Europy oraz bezpieczeństwa zdrowotnego Polek i Polaków.



































































