We wrześniu minie dziesięć lat od wprowadzenia w Polsce programu bezpłatnych leków dla seniorów. Dla milionów seniorów oznacza ona możliwość leczenia się, bo bez wsparcia państwa nie byłoby ich stać na wykupienie leków. Lista 65+ zmniejsza tzw. compliance gap, czyli lukę w zgodności między tym, co lekarz przepisuje, a tym, co pacjent faktycznie przyjmuje.
Program wystartował w 2016 r., wprowadzony przez rząd Beaty Szydło jako realizacja wyborczych obietnic PiS i początkowo był przeznaczony dla osób po 75. roku życia – stąd pierwsza nazwa: lista 75+. Kilka lat później próg wieku obniżono do 65 lat. Kolejna zmiana dotyczyła tego, kto może wystawiać receptę z kodem „S”. Na początku takie uprawnienie mieli wyłącznie lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. Z czasem rozszerzono je na wszystkich lekarzy. Program pozostaje jednym z najbardziej wymiernych świadczeń, jakie system ochrony zdrowia oferuje polskim pacjentom. Program darmowych leków 65+ jest pozytywnie odbierany przez seniorów, a stanowią oni populację blisko 9,3 mln osób.
Ostatnio w przestrzeni publicznej pojawiły się informacje, że lista 65+ stanowi obciążenie dla budżetu państwa w wysokości 9 mld zł rocznie. „Są dostępne, nawet publicznie, dane z raportu Narodowego Funduszu Zdrowia za ubiegły rok, które pokazują, że jest to inny rząd wielkości. 9 mld zł to koszt całkowity leków, o których mowa w artykule 43a ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. To jest więc całkowita wartość refundacji leków” – wyjaśniła mecenas Katarzyna Czyżewska z Czyżewscy Kancelaria Adwokacka podczas spotkania prasowego „Bezpieczeństwo zdrowotne seniorów – współczesne wyzwania” zorganizowanego przez Medyczną Rację Stanu.
Zgodnie z danymi NFZ roczny koszt programu 65+ i 18- w 2025 r. wyniósł ok. 3,5 mld zł, co stanowi zaledwie 1,7 proc. całego budżetu Funduszu. W 2026 r. wydatki na program utrzymają się na podobnym poziomie. „Koszty programu od 2-3 lat nie ulegają istotnym wahaniom. Nie są niższe, ale nie obserwujemy już tak dynamicznych wzrostów jak wcześniej – najistotniejsze zwiększenie wydatków następowało zawsze po kolejnych rozszerzeniach zakresu programu” – zauważyła mec. Katarzyna Czyżewska.
Program 65+ jest nie tylko formą wsparcia społecznego, lecz także stał się istotnym elementem systemu ochrony zdrowia. „Dzięki staraniom naukowców, lekarzy, osób odpowiedzialnych za systemowe rozwiązania wydłuża się czas trwania życia. To jest jeden z głównych celów medycyny, ale nie tylko. Kolejny to spowodowanie, by to wydłużone życie miało dobrą jakość. Uważam, że lista leków S zmieniła losy wielu osób, które były finansowo wykluczone. I to jest pierwsza zaleta tego systemu – dostępność ekonomiczna nowoczesnych terapii zgodnych z rekomendacjami gremiów naukowych. Wiele obecnych na liście 65+ interwencji spowodowało, że pacjenci będą dłużej samodzielni, nie będą mieli udaru z powodu np. źle kontrolowanego nadciśnienia, nie będą mieli objawów niewydolności serca” – powiedział prof. Artur Mamcarz, kierownik III Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardiologii Wydziału Lekarskiego WUM w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie.
Darmowe leki pomagają w utrzymaniu adherence, bo terapia chorego współpracującego z lekarzem zapewnia skuteczniejsze zapobieganie powikłaniom chorób przewlekłych. „Leki 65+ to jest ogromna wartość terapeutyczna, to jest rzecz, która buduje u pacjentów poczucie bezpieczeństwa. Oni bardzo chętnie przychodzą z prośbami o leki z tej listy. To jest poczucie bezpieczeństwa, pewnej stabilności dla tych ludzi. Świadomość tego, że nie zostali pozostawieni sami sobie, poczucie pewnej społecznej więzi z państwem ma ogromną wartość” – ocenił dr Michał Sutkowski, prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce.
Według Magdaleny Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci stworzona w 2016 r. lista S była prawdziwą odpowiedzią na potrzeby seniorów i bardzo pomogła w pokonaniu bariery finansowej – która nadal jest choć na mniejszą skalę – główną przeszkodą w stosowaniu się pacjentów do zaleceń lekarzy. „Czy będzie mnie stać na wykupienie leków? To jest obawa, którą seniorzy artykułują dosyć mocno i coraz częściej, bo słyszą, że coś się dzieje, że szykują się jakieś zmiany w związku z listą. Obawiają się, czy ten status, który mają w tej chwili, nie zostanie im odebrany” – podkreśliła Magdalena Kołodziej. Wyraziła też nadzieję, że jeśli będą zmiany na liście S, to takie, które pozostawią lekarzom możliwość decydowania, z jakiej puli i które leki rzeczywiście przepisać konkretnemu pacjentowi – „Słyszymy o zakusach, żeby zachęcać lekarzy do częstszego przepisywania tańszych zamienników. Mam nadzieję, że takie decyzje nie będą wymuszane. To lekarz musi decydować, któremu pacjentowi zaproponować tańszy zamiennik, a któremu lepiej leczenia nie zmieniać, chociażby ze względu na możliwość osłabienia adherencji”.
Minister Zdrowia, decydując o tym, które produkty będą bezpłatne dla seniorów, kieruje się pewnymi kryteriami. Wśród tych kryteriów jest m.in. to mówiące o tym, że lek ma być dostępny. Wydaje się, że leki polskie, produkowane na miejscu, w największym stopniu spełniają to kryterium, bo są najszybciej i w najpełniejszym zakresie dostępne. Status „Polski Lek” został wdrożony na mocy DNUR (Dużej Nowelizacji Ustawy Refundacyjnej z 2023 r.). Przysługuje on produktom wytwarzanym na terenie Polski lub zawierającym API (substancja czynna) wyprodukowaną w naszym kraju. Ten status nie jest przyznawany z urzędu, lecz wymaga spełnienia rygorystycznych kryteriów i aktywnego wnioskowania przez producenta w ramach procedury refundacyjnej.
„Myślę, że lista 65+ jest zrównoważona, jeśli chodzi o leki starszych generacji i te najnowsze. Znajduje się na niej aż 3,8 tys. produktów, substancji czynnych jest kilkaset. Dobrze, że lista 65+ jest. Dobrze by było, gdyby nie została zaburzana jakimiś wirami związanymi z bieżącymi wydarzeniami, także finansowymi” – podsumował dr Sutkowski.






































































