Eksperci zwracają uwagę na problemy z adherencją pacjentów uczestniczących w programach lekowych. Szansą na poprawę może być wzmocnienie roli farmaceutów.
Sejmowa podkomisja ds. organizacji ochrony zdrowia analizowała dostępność programów lekowych. Mateusz Oczkowski, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej w Ministerstwie Zdrowia przedstawił statystyki, obserwowane bariery i problemy, a także propozycje zmian ustawy refundacyjnej, które mają je przezwyciężyć, a które znalazły się w projekcie nowelizacji. W ubiegłym roku 293 tys. chorych było objętych leczeniem w ramach programów lekowych, a ich łączny koszt wyniósł 11 mld zł, czyli 40 proc. całkowitych wydatków na refundację leków. “Prawa farmakoekonomiki są bezlitosne. Po to istnieje system refundacji, aby wyselekcjonował tych pacjentów – komu i w jakim stanie klinicznym należy się terapia. Na tym polega refundacja, zarówno w Polsce, jak i na terenie całej Europy” – powiedział dyr. Oczkowski.
Resort zdrowia zidentyfikował bariery w korzystaniu z programów lekowych. Jedną z nich są opóźnienia w dostępie do nowo tworzonych ścieżek pacjenta, co wynika z szybkiego rozwoju technologii. Urzędy i instytucje rządowe nie zawsze za nim nadążają, nie dostosowując na czas przepisów prawnych. “Chcemy wprowadzić pomostowy dostęp dla pacjentów, gdzie NFZ miałby reżim trzech miesięcy w zakresie zakontraktowania programu lekowego. My w tym czasie będziemy zawierać umowę z producentem, aby dostarczył pacjentowi komponent leczenia, natomiast komponent świadczenia będzie po stronie NFZ” – wyjaśniał planowane zmiany Mateusz Oczkowski. Wczesny dostęp do nowego leku już pierwszego dnia po opublikowaniu listy refundacyjnej mają zapewniać chorym ośrodki wybrane przez konsultantów krajowych – ma ich być kilka na cały kraj.
Resort zdrowia zamierza też przełamać bariery administracyjne, dotyczące metod rozliczania podawanych leków, które zniechęcają szpitale do zawierania umów z powodu strat technologicznych. NFZ rozlicza szpitale z miligramów substancji podawanej w ramach programu lekowego, a nie z fiolek, które często mają objętość większą niż podawane dawki i nie zawsze te dawki udaje się łączyć. W efekcie powstają straty a koszt nie zużytej części leku nie jest refundowany, obciąża świadczeniodawcę. Jednym z rozwiązań ad hoc jest przeznaczenie na pokrycie tych strat ok. 100-150 mln zł z Funduszu Medycznego.
Mateusz Oczkowski zapowiedział, że głównym kierunkiem zmian w programach lekowych będzie przenoszenie – po pewnym czasie od rozpoczęcia terapii – pacjentów do AOS i aptek. “Świadczeniodawcy będą mogli przyjąć większą grupę pacjentów noworozpoznanych, a nie pacjentów tylko po to, by przedłużyć im terapię” – tłumaczył dyr. Oczkowski. Równocześnie zaprzeczył opiniom o opóźnieniach w kwalifikacji do programów lekowych, które miałyby wynikać z braku środków finansowych NFZ. O tego typu przypadkach informowali posłowie i inni uczestnicy dyskusji. Problemy miały dotyczyć m.in. programu B.90 stosowanego w chorobie Parkinsona.
Wojciech Wiśniewski z Federacji Przedsiębiorców Polskich zauważył, opierając się na sprawozdaniu NFZ, że w 2025 roku wydatki na programy lekowe są niższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. To może oznaczać, że zaplanowano na ten cel więcej środków wyższe niż są realnie potrzebne albo świadczeniodawcy nie realizują programów lekowych. To drugie oznaczałoby, że dostęp do programów lekowych wcale nie jest tak dobry.
Prof. Andrzej Śliwczyński, pełnomocnik dyrektora Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA zauważył, że wyznaczenie 1-2 placówek, które będą wydawać nowy lek natychmiast po ogłoszeniu listy refundacyjnej będzie uznaniowe i wcale nie zagwarantuje, że wszyscy najpilniej potrzebujący go dostaną. Część pacjentów, na przykład mieszkających dalej od szpitala, chorujących ciężej czy nie mających pieniędzy na dojazdy, nie pokona tej odległości.
Krystyna Chmal-Jagiełło, konsultant krajowa ds. farmacji szpitalnej zauważyła, że kontrola nad stosowaniem leków w ramach programów jest za słaba, podczas gdy są to leki bardzo drogie – “Pacjent czasem już od tygodni nie bierze leku, bo np. źle się po nim czuł, a lekarz nawet o tym nie wie. Czasem się zdarza, że pacjent umiera i co dalej z tymi lekami, które dostał na pół roku”. Wskazała też na przypadki odsprzedaży leków, które pacjenci otrzymali ze szpitala.
Doktor Alina Górecka, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej zadeklarowała, że farmaceuci są gotowi na wzmacnianie adherencji pacjentów m.in. w programach lekowych. “Chcę aby ta rola farmaceuty mocniej wybrzmiała, aby to nie było tylko wydanie leku, a usługa wysokospecjalistyczna” – mówiła Kamila Urbańczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Farmacji Klinicznej. Również Olga Sierpniowska, dyrektor biura Głównego Inspektora Sanitarnego stwierdziła, że ewentualne wprowadzenie usługi farmaceutycznej “lek specjalistyczny” może odegrać dużą rolę w kształtowaniu postawy pacjenta wobec leczenia, w tym brania odpowiedzialności za stosowanie się do zaleceń w ramach programu lekowego. Prof. Anna Wiela-Hojeńska, konsultant krajowa w dziedzinie farmacji klinicznej dodała, że ważnym czynnikiem może być wysoki poziom zaufania, jakim pacjenci obdarzają farmaceutów w porównaniu z innymi zawodami medycznymi.







































































