78 godzin tygodniowo, 312 godzin miesięcznie – taką maksymalną liczbę godzin pracy lekarza proponuje Naczelna Izba Lekarska. „Żądamy ujednolicenia czasu pracy niezależnie od rodzaju umowy” – mówi Łukasz Jankowski, prezes NRL. To reakcja środowiska lekarskiego na aferę Szpitala Południowego.
„Żądamy ujednolicenia czasu pracy niezależnie od rodzaju umowy” – powiedział prezes Jankowski na spotkaniu z dziennikarzami – „Należałoby wprowadzić system alertowy, ścisłego monitorowania czasu pracy, także pracy w sektorze prywatnym. Bezpieczeństwo pacjenta jest jedno niezależnie od tego do jakiej placówki się zgłasza”. Dopytywany przez mZdrowie kto by miał prowadzić taką ewidencję nazywaną już lekarskim tachografem nie ukrywał, że jego zdaniem powinien to być samorząd lekarski „wzorem innych państw”. Takie rozwiązanie rzeczywiście obowiązuje m.in. w Niemczech.
Jak podkreślał prezes Jankowski, większość lekarzy jest gotowa na zmiany i zgadza się na ograniczenia czasu pracy, także gdy oznacza to zmniejszenie zarobków – „Lekarze chcą zmian, chcą napiętnowania czarnych owiec. Środowisko jest zdruzgotane, nie da się uciec od emocji, które nami targają. To co się stało (w Szpitalu Południowym – przyp. red.) podważyło i tak kruche zaufanie pacjentów do lekarzy”. Jego zdaniem połączenie polityki z medycyną zrodziło patologię zagrażającą życiu pacjentów. Dlatego kolejnym postulatem, po ustaleniu maksymalnej liczby godzin pracy, jest oddzielenie polityki od szpitali i medycyny. Także jeśli chodzi o jednoczesną pracę jako lekarz i radny czy też poseł.
Lekarze chcą też, by ordynatorzy i kierownicy oddziałów oraz dyrektorzy placówek nie łączyli pracy w prywatnym i publicznym sektorze – „To nie jest tak, że wszyscy lekarze tak podchodzą do pacjentów – dzisiaj 99,9 procent lekarzy walczy o życie i zdrowie pacjentów. Zachowanie tego lekarza (Dawida Kacprzyka) nie licuje z godnością zawodu lekarza”. Dawidowi Kacprzykowi Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej zawiesił prawo wykonywania zawodu na czas podstępowania. „Nie mieści mi się w głowie, że niedoświadczony lekarz pracował sam na SOR, czyli w najtrudniejszym miejscu pracy w szpitalu i to bez nadzoru. Na SOR przecież może trafić każdy. Nie wiem czy to jego ego czy buta doprowadziła do takiej sytuacji” – stwierdził prezes NRL.
Dopytywany przez dziennikarzy czy samorząd miał sygnały o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym, odpowiadał, że nie było żadnych zgłoszeń – „Inni lekarze widzieli co się dzieje i nie zgłaszali, bo podobno obawiali się o pracę (sygnalista został zwolniony). Śledztwo z naszej strony ruszyło”. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej będzie też przesłuchiwać innych lekarzy, którzy widzieli i nie reagowali, bo to jest zaniechanie wobec kodeksu etyki lekarskiej – „Sytuacja w Szpitalu Południowym to przekręt, tak nie wyglądają szpitale w Polsce. Tam zawiodło bardzo wiele procedur i wiele bezpieczników. Jesteśmy gotowi reformować nasze środowisko, chcemy zmian strukturalnych a nie gaszenia pożarów, dlatego chcemy rozmawiać z Premierem, bo nie widzimy żadnej sprawczości systemowej po stronie Ministerstwa Zdrowia”.
Kolejnym postulatem samorządu lekarzy jest urealnienie wyceny świadczeń tak ”by ukrócić te patologie i nie zachęcać młodych lekarzy do nadużyć”. Mówiąc inaczej – zmiana taryf tak, by nie było świadczeń lepiej i mniej opłacalnych (dziś różnice między nimi są ogromne).
„Kultura zamiatania pod dywan przynosi śmiertelne żniwo. Dostajemy sygnały z innych szpitali, że tam też dochodzi do uprzywilejowania polityków, a wielu lekarzy nadal się boi zgłaszać nieprawidłowości pod nazwiskiem” – nie ukrywał Łukasz Jankowski. Jak wyjaśnił, samorząd lekarski przeprowadził ankietowe badanie opinii wśród lekarzy (wzięło w nim udział 3 tys. medyków) i na postawie wyników tego sondażu wypowiadał się prezes NRL.



































































