Przedstawione w środę przez minister zdrowia Jolantę Sobierańską-Grendę propozycje naprawy sytuacji w służbie zdrowia padały już jesienią zeszłego roku – ocenił Piotr Pisula z Naczelnej Izby Lekarskiej. Dodał, że Izba spodziewa się efektów w postaci zapaści kadrowej w szpitalach powiatowych.
Podczas środowej konferencji na temat planowanych reform w ochronie zdrowia minister Jolanta Sobierańska-Grenda zapowiedziała wprowadzenie limitów wynagrodzeń indywidualnych i wydatków szpitali na pensje lekarskie. Te ostatnie według szefowej resortu nie powinny przekraczać 60 proc. budżetu placówki. „Trudno powiedzieć, że padły jakieś nowe propozycje. Od jesieni 2025 r. nie zobaczyliśmy żadnych konkretów i dzisiaj na razie też ich nie widzimy” – powiedział dla PAP dr Piotr Pisula.
Naczelna Izba Lekarska obawia się, że wprowadzenie limitu wynagrodzeń w postaci 240 zł za godzinę może skończyć się katastrofą w części placówek. „Obawiamy się, że limit może uderzyć w miejsca, które mają problemy ze znalezieniem pracowników. Są to najczęściej szpitale powiatowe „– zwrócił uwagę dr Pisula.
Opisując sytuację takich placówek podkreślił, że powiatowe placówki najczęściej wspomagają się lekarzami, którzy na dyżury muszą dojeżdżać z daleka. Najprostszym sposobem na łatanie dziur kadrowych były do tej pory wyższe zarobki. Piotr Pisula wyraził nadzieję, że na czwartkowym spotkaniu z minister zdrowia padną wyczekiwane konkrety. (PAP)



































































