Ekspertka w zakresie ochrony zdrowia dr Maria Libura określiła przedstawione w środę przez minister zdrowia propozycje jako rozczarowujące. Zabrakło choćby szkicu strukturalnej reformy, bez której system publiczny będzie ulegał dalszej anarchizacji, stając się coraz mniej dostępny dla ludzi – wskazała w rozmowie z PAP.
„Groźba dymisji kierownictwa Ministerstwa Zdrowia i NFZ wytworzyła oczekiwanie na odważne zmiany. Tymczasem w wystąpieniu zabrakło choćby szkicu strukturalnej reformy, bez której system publiczny będzie ulegał dalszej anarchizacji, stając się coraz mniej dostępny dla ludzi” – powiedziała PAP ekspertka Polskiej Sieci Ekonomii dr Maria Libura. Zauważyła, że propozycje minister zdrowia są próbą odpowiedzi na społeczne emocje, ale trudno je nazwać planem reform. Jako rozczarowujące określiła skupienie się minister zdrowia tylko na jednym temacie – lekarzach i ich zarobkach.
„Nierówności i kominy płacowe w grupie lekarzy nie jest jedynym problem polskiego systemu ochrony zdrowia, a w zasadzie są po prostu wynikiem nieprawidłowości strukturalnych” – powiedziała dr Libura. Przyrównała propozycje szefowej resortu do stolika, który ma tylko jedną nogę – „Bez strukturalnej reformy, bez gruntownej zmiany ładu instytucjonalnego systemu ochrony zdrowia, będą rosły pustynie zdrowotne, a polscy obywatele będą jeszcze bardziej odstawać we wskaźnikach zdrowotnych od mieszkańców starej Unii”. Zaznaczyła, że najbardziej zabrakło propozycji, które mają odpowiedzieć na problem białych plam medycznych poza wielkimi miastami, a także na kwestię kolejek do specjalistów i zabiegów planowych, czyli strategii zwiększenia dostępności opieki medycznej – „Będąc pacjentem, nie jestem szczególnie zainteresowana tym, żeby śledzić w jakiejś aplikacji internetowej, czy przypadkiem zwolniło się za dwa lata miejsce w Zielonej Górze i w związku z tym planować, jak pojadę tam z Olsztyna. Potrzebna jest realna dostępność, którą e-rejestracja ma wspierać, ale jej przecież nie zastąpi”.
Maria Libura powiedziała, że recepty przedstawione przez Sobierańską-Grendę są dość ogólne, a do tego będą podlegać jeszcze negocjacjom – „Ukrócenie działalności spółek lekarskich, które wykorzystują szpitale publiczne do maksymalizacji zysku, stosując do tego kreatywną dokumentację, to wręcz konieczność. Ale tu musimy poczekać na konkretne rozwiązania, by ocenić ich skuteczność”. Wśród konkretów wymienianych przez szefową resortu znalazła się propozycja limitu zarobków lekarzy do 240 zł brutto za godzinę – „Ciekawe, skąd ta liczba? Jeżeli taki limit zostanie wprowadzony tu i teraz, może mieć dziwne konsekwencje. Bez konsolidacji szpitali, bez zmiany strukturalnej, w praktyce oznaczać będzie ryzyko np. zamykania szpitalnych oddziałów ratunkowych na prowincji, gdzie już dzisiaj dyrektorzy mają problem z obsadą, więc przyciągają lekarzy ponad rynkową stawką”. Zaznaczyła, że z drugiej strony ten limit podniesie oczekiwania płacowe w placówkach, gdzie dotąd lekarze zarabiali mniej.
Ekspertka powiedziała, że propozycje szefowej resortu nie dotknęły największych problemów ochrony zdrowia – „Kluczowy jest brak jasnego podziału odpowiedzialności w systemie. Nie wiemy, kto odpowiada za pacjenta, jego ścieżkę, to, czy dostanie leczenie na czas. Jaskrawie widoczny w ostatnich aferach brak transparentności zasad zatrudniania personelu też nie ma właściciela. No i ta transparentność nie może polegać wyłącznie na tym, że to pacjent, czy dziennikarz śledzi umowy, ale władza publiczna ma obowiązek analizowania spływających do systemu informacji i szybkiego reagowania na nieprawidłowości. To powinien być obowiązek odpowiednich instytucji publicznych w systemie, podlegający rozliczeniom”.



































































