Organizacje pacjentów skupione w Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej zaprosiły parlamentarzystów na dyskusję pt. Pacjenci oczekują planu. Co ciekawe – okazało się, że bez względu na barwy polityczne padały te same wnioski, jednak do konsensusu droga jeszcze daleka.
„Restrukturyzacja szpitali jest niezbędna. Nasz pomysł to szpitale dzienne” – mówił senator Wojciech Konieczny, były wiceminister zdrowia z Lewicy. „Mamy zbyt rozproszoną strukturę właścicielską. Szpitale powinna obowiązywać regionalizacja” – uzupełniał Jerzy Przystajko z Partii Razem. Ten akurat postulat powtarzali inni parlamentarzyści. „Powinny powstać regionalne szpitale wiodące plus szpitale uzupełniające” – postulował Marek Sawicki z PSL.
„Szpitale powinny się uzupełniać, a nie ze sobą konkurować czy dublować usługi” – wtórował Marek Hok z PO. – „Dlatego powinna powstać siatka szpitali dla każdego województwa oddzielnie, bo każdy region ma swoją specyfikę”. Pod tym postulatem chętnie podpisali się inni parlamentarzyści. Ich zdaniem da się to zrobić wtedy, gdy zabierze się szpitale samorządom i przekaże do wojewodów. „Wszystkie szpitale, oprócz tych klinicznych i resortowych powinny mieć jednego właściciela” – podkreślał sen. Konieczny.
„Trzeba przede wszystkim zabezpieczyć dostęp do usług. Niestety dziś w praktyce szpitale powiatowe pełnią rolę drogiego DPS-u, a lekarze to najdroższe sekretarki medyczne świata. Czas skończyć z tą patologią” – uważa Jarosław Sachajko z koła parlamentarnego Demokracja Bezpośrednia (do Sejmu dostał się z list PiS będąc członkiem Kukiz’15).
Jednak pytani przez mZdrowie o to, na likwidację ilu szpitali, oddziałów i łóżek są w stanie się zgodzić, wszyscy gwałtownie zaprzeczali. „Tu nie chodzi o likwidację. W Częstochowie, skąd jestem, były 4 oddziały chirurgiczne – zostały 2, z 3 położniczych – został 1, z 4 interny zostało 3. Szpital wojewódzki ma 180 mln zobowiązań wymagalnych, a szpital miejski – 8 mln, to najlepiej pokazuje, że likwidacja oddziałów nic w praktyce nie poprawia” – tłumaczył Wojciech Konieczny.
Janusz Cieszyński z PiS, również były wiceminister zdrowia, postulował wręcz by zapisać w Konstytucji zakaz prywatyzacji publicznych szpitali. „Musimy powstrzymać stomatologizację systemu” – potwierdził Konieczny, który za przykład podawał psychiatrię dziecięcą. Tam co prawda lekarzy z tą specjalizacją nie jest wcale za mało, ale kolejki są ogromne. Powód? Większość psychiatrów nie chce pracować w systemie publicznym i wybiera prywatne praktyki.
Drugim postulatem, z którym zgodzili się wszyscy, była konieczność wprowadzenia perspektywy poprawy sektora zdrowia na co najmniej 3-4 kadencje. „Zdrowie nie może być zakładnikiem polityków” – podkreślała Wioletta Tomczak z Polski 2050.
Rozbieżności pojawiły się dopiero w momencie pytania o to jak finansować system. Część była za powrotem do sytemu budżetowego a część za podniesieniem składki zdrowotnej – do 9 proc. PKB w ciągu 4 lat, wprowadzeniem podatku zdrowotnego oraz znalezieniem dodatkowych źródeł finansowania. Dodatkowe dochody powinny trafiać do NFZ chociażby z podatku akcyzowego od papierosów i alkoholu. Posłanka Tomczak postulowała też opodatkowanie big-techów. Co ciekawe, poseł Hok stwierdził, że czas aby zacząć mówić o podwyższeniu składki.
Emocje zaczęły się w momencie wskazywania grup zawodowych, które powinny płacić wyższe składki. „KRUS jest odwiecznym chłopcem do bicia, a przecież z płacenia składek są zwolnione aż 24 grupy zawodowe. Dzisiaj jest 400 tys. czynnych zawodowo rolników – widać więc, że to nie w rolnikach tkwi problem” – powiedział poseł Sawicki. Jego zdaniem nie ma powodu, by ze składki zdrowotnej zwalniać prokuratorów i sędziów, którzy przecież „mało nie zarabiają”. Janusz Cieszyński z kolei przypominał, że przedsiębiorcy (w tym samozatrudnieni) de facto płacą „ile chcą, a nie tyle ile powinni”. „Składka na pewno powinna być płacona solidarnie i powszechnie” – podsumował poseł Hok.
Nie zanosi się jednak, że chociażby część z tych postulatów zostanie wdrożona w życie jeszcze w tej kadencji Sejmu. Tu niestety panowała zgoda, że najwcześniej zmian można się spodziewać po wyborach.




































































