Do konsultacji publicznych trafił projekt nowelizacji o świadczeniach zdrowotnych, którego założeniem jest likwidacja kominów płacowych. W praktyce jednak resort zdrowia zaproponował rozwiązania wzmacniające pozycję Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia.
W ocenie skutków regulacji resort zdrowia napisał: „Celem powyższych rozwiązań legislacyjnych jest:
– wyeliminowanie szkodliwej praktyki, w sposób nieuzasadniony prowadzącej do automatycznego wzrostu wynagrodzenia pracowników medycznych w konsekwencji każdorazowego podniesienia wyceny świadczeń,
– powstrzymanie spirali płacowej w publicznej opiece zdrowotnej, powodującej zwiększający się z roku na rok deficyt w finansach NFZ,
– zwiększenie liczby możliwych do sfinansowania przez NFZ świadczeń opieki zdrowotnej, w ramach ograniczonych środków pozostających w jego dyspozycji”.
Ministerstwo Zdrowia przypomniało przy okazji, że Polska nie jest jedynym krajem z takimi regulacjami. Czechy, Słowacja i Słowienia mają odpowiednie ustawy, w Niemczech wysokość zarobków reguluje układ zbiorowy a w Szwecji stawki określają poszczególne regiony.
Projekt przekazuje ogromne kompetencje prezesowi NFZ, który będzie miał więcej władzy niż minister zdrowia, któremu podlega. Niektórzy eksperci komentują, że to tylko usankcjonowanie realnej sytuacji, ponieważ od dawna to Filip Nowak rządzi ochroną zdrowia – „Przy słabych ministrach zdrowia pozycja NFZ niejako mimochodem się wzmacnia”.
Prezes funduszu dostaje bowiem do ręki oręż w postaci zgody (bądź jej braku) na… obejście przepisów. Pozwala na to zapis „w zakresie niezbędnym do zapewnienia ciągłości i dostępności udzielania świadczeń opieki zdrowotnej w danym zakresie NFZ będzie mógł wyrazić zgodę na czasowe odstąpienie od wymogów określonych w pkt. 1–3 w przypadku braku dostępności pracowników medycznych w danej dziedzinie, udzielania świadczeń wysokospecjalistycznych albo potrzeby zabezpieczenia dyżuru medycznego”. Te wymogi – to praca w wymiarze maksymalnie dwóch etatów, minimalny czas pracy – wymiar połowy etatu i konieczność uzyskania zgody głównego pracodawcy.
Dziurawe są także zapisy dotyczące maksymalnych stawek. Projekt przewiduje bowiem możliwość przyznawania dodatkowego wynagrodzenia za m.in.: pełnienie funkcji kierowniczych, prowadzenia zajęć dydaktycznych, pracę naukową, koordynowanie leczenia oraz nadzorowania jego jakości. Więcej będzie można zapłacić także za świadczenia wymagające „szczególnych umiejętności lub ponadstandardowego obciążenia pracą”. Dodatkowe wynagrodzenie będzie musiało zostać zapisane w umowie i odrębnie raportowane. „Nie ma żadnej likwidacji kominów płacowych, 240 zł za godzinę okazuje się fikcją. Po raz kolejny udajemy, że coś robimy nie zmieniając niczego” – mówi mZdrowie Anna Gołębicka, ekspert Centrum im. Smitha, członek Rady NFZ.
„Tam jest tyle wyjątków, że ci co mieli ponad 240 zł dalej będą mieć więcej , a ci co mają mniej pójdą po podwyżki. To chyba nie o to chodziło ;)” – komentuje w portalu X Jakub Kosikowski, rzecznik prasowy NIL. Kolejną kontrowersję budzą zapisy dotyczące AOS. „Oddajemy ambulatoryjną opiekę w ręce sektora prywatnego” – uważa Anna Gołębicka. I dodaje – „Według tych zapisów w ogóle nie ma rozdziału sektora prywatnego od publicznego”.





































































