Nadal obowiązuje koncentracja na szpitalach, a przecież to profilaktyka i POZ są fundamentem systemu ochrony zdrowia. Zmniejszanie finansowania POZ to droga do bankructwa systemu. Brakuje odpowiedzialności, sytuacja jest bardzo zła – mówi Marek Twardowski, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie, były wiceminister zdrowia (2007-2010) w wywiadzie opublikowanym przez Federację.
– Dziś jest Pan wiceprezesem Porozumienia Zielonogórskiego, prowadzi rozmowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jak Pan ocenia obecną sytuację wokół finansowania opieki koordynowanej?
Marek Twardowski – Rzecznik NFZ, Paweł Florek, przekonuje opinię publiczną, że finansowanie koordynatora jest w pełni zabezpieczone. To nie jest prawda. Tysiące lekarzy rodzinnych, w których imieniu występuję, czuje się oszukanych, bo uzgodnienia wyglądały inaczej. Prezes Filip Nowak, wydając zarządzenie bez konsultacji, okazuje lekceważenie wobec naszego środowiska i łamie prawo. Przepisy jasno wskazują, że takie decyzje muszą być uzgadniane z partnerami społecznymi. Zamiast dialogu widzimy dziś jednostronne narzucanie rozwiązań. A najbardziej ucierpią na tym pacjenci najmniejszych praktyk – pojedynczych gabinetów i przychodni w małych miastach czy na wsi. To tam brak należytego finansowania koordynatora będzie odczuwalny najbardziej.
– Jak porównałby Pan obecną sytuację z czasami poprzedniej władzy?
– Rozmowy z poprzednią władzą bywały trudne i często wymagały od nas twardej postawy. Jednak zawsze istniała gotowość do kompromisu, a celem nadrzędnym było dobro pacjentów. Dzięki temu podstawowa opieka zdrowotna mogła się rozwijać, a dostępność usług dla pacjentów stopniowo się poprawiała. Dziś tej odpowiedzialności brakuje. Zamiast wspólnego działania na rzecz pacjentów mamy destrukcję i rozbijanie fundamentów systemu ochrony zdrowia.
– Rząd Donalda Tuska i minister Izabela Leszczyna podkreślali, że inwestują w ochronę zdrowia. Dziś mamy nową minister. Czy coś się zmieniło?
– Nadal widać koncentrację na szpitalach i armii. Oczywiście to ważne obszary, ale nie można ich rozwijać kosztem podstawowej opieki zdrowotnej. Profilaktyka i POZ to fundament całego systemu. Jeśli go osłabimy, wszystko się zawali. Już teraz udział finansowania podstawowej opieki zdrowotnej w budżecie ochrony zdrowia spada. To droga do bankructwa systemu. Jako lekarz rodzinny i były minister nie mogę na to patrzeć obojętnie.
– Wspominał Pan o unijnych środkach. Jak są dziś wykorzystywane?
– To przykład braku odpowiedzialności i nieudolności. Krajowy Plan Odbudowy w praktyce pominął podstawową opiekę zdrowotną. Program Feniks, który miał wspierać pacjentów i lekarzy w POZ, stał się karykaturą. Kierownictwo resortu i NFZ zamiast wzmocnić system, zamienia dobre pomysły w biurokratyczne konstrukcje, które nie poprawiają sytuacji pacjentów.
– To bardzo mocne słowa. Szczególnie że był Pan ministrem w rządzie Donalda Tuska.
– Dlatego właśnie mówię to tak otwarcie. Byłem ministrem w tamtym rządzie, pracowałem też z innymi ekipami. Mam porównanie i doświadczenie. Widzę, że obecnie sytuacja jest bardzo zła. Pacjenci stracą, lekarze stracą, a rządzący jeszcze nie rozumieją, że to odbije się na nastrojach społecznych. Pacjent, który nie ma dostępu do profilaktyki i pomocy w POZ, trafi do szpitala. A tam system już dziś jest przeciążony. To ślepa uliczka.







































































