„Przez wiele lat brakowało odwagi na decyzje w ochronie zdrowia. My przedstawiamy pakiet zmian, bo zabetonowanie systemu nie służy nikomu” – mówiła minister Jolanta Sobierańska-Grenda podczas konferencji prasowej.
Co znalazło się w „pakiecie Grendy”? Likwidacja kominów płacowych, określenie maksymalnej stawki godzinowej dla lekarzy i maksymalny poziom wynagrodzeń poszczególnych medyków oraz maksymalny pułap wydatków szpitali na płace. „Takich rozwiązań jak procedery walizkowe (chodzi o spółki lekarzy, które podpisują umowy ze szpitalami, najsłynniejsza to spółka neurochirurgów z Mogilna – przy. red.) nie może być w szpitalach, zaburzają one transparentność i budzą kontrowersje” – podkreślała minister.
Obecnie maksymalny udział kosztów wynagrodzeń w budżetach szpitali ze środków, które przekazuje NFZ to średnio 81,3 proc. „Rekomendacje od AOTMiT, których oczekuję do końca sierpnia powinny uwzględniać 7 poziomów szpitali, które dzisiaj mamy ze względu na ich specyfikę dotyczącą personelu, zabiegowych, bądź niezabiegowych świadczeń, szpitali monoprofilowych” – wyliczała minister zdrowia. Jak uzupełniała „bezpieczna granica to 60 proc. W zabiegowym szpitalu wieloprofilowym”.
Z kolei proponowana stawka godzinowa to 240 zł brutto. Biorąc pod uwagę, że samorząd lekarski proponował by lekarz mógł pracować 78 godzin tygodniowo, 312 godzin miesięcznie oznacza to, że najwyższa płaca lekarza wyniosła by 74 880 zł brutto. To dwukrotnie więcej niż postulowali lekarze. Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej w wywiadach mówił, że „lekarze są w stanie się zgodzić na zarobki 30 tys. zł miesięcznie”.
I to właściwie jedyny konkret, jaki podała minister Sobierańska-Grenda.
Pozostałe propozycje, m.in. jawność konkursów ogłaszanych przez szpitale tak, by było wiadomo za ile i na jakich zasadach placówka zatrudniła lekarzy, pielęgniarki itp. prowadzących swoją działalność gospodarczą (pracujących na tzw. kontraktach) nie zawierały żadnych konkretów. Lekarz będzie zobowiązany do zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym szpitalu. Jeżeli będzie chciał pracować w innych podmiotach, będzie musiał uzyskać zgodę swojego pracodawcy, który będzie jego podstawowym miejscem pracy. Resort chce by lekarze mogli pracować maksymalnie na 2 etatach (dziś tak pracuje większość z nich).
Dokładnie te same zmiany zawierał projekt ustawy, który stanął na komisji trójstronnej rok temu. Problem w tym, że w ciągu tego roku minister zdrowia na posiedzeniu była dwa razy – raz przez ok. 15 minut i drugi raz przez ok. Minutę życząc zebranym owocnych obrad. To wszystko przypomnieli przedstawiciele zespołu, którzy zgromadzili się przed gmachem resortu zdrowia w proteście przeciwko wczorajszej nieobecności Pani minister.
Pisaliśmy o tym: Minister Sobierańska-Grenda uniknęła rozmowy na Zespole Trójstronnym
„To wszystko już było omawiane i konieczność wprowadzenia limitów godzin, i stawek maksymalnych i zezwolenia na pracę w innej placówce. W tej sprawie związki zawodowe i pracodawcy są zgodni, ale zabrakło dialogu ze strony ministerstwa” – podkreślał Wojciech Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Gospodarczego.
Zmienione zostaną też wyceny procedur. „W ubiegłym roku obniżyliśmy stawki 114 procedur, m.in. dotyczących chirurgii kręgosłupa, czyli tych najdroższych, a w tym AOTiM opracowuje kolejne 100” – przypominała Sobierańska-Grenda. Minister zapowiedziała też rozszerzenie uprawnień kontrolnych NFZ.
Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami przyśpieszone zostaną prace nad wdrożeniem e-rejestracji. Nowością jest pojawienie się centralnej e-kolejki na zabiegi planowe.
„Wprowadzi ona przejrzyste zasady zapisów, każdy pacjent będzie widział jaki ma numerek i jak długo musi czekać” – podkreślała minister. „Jeżeli placówka nie będzie przestrzegała w tej mierze procedur to będzie musiała się liczyć z karą nawet miliona złotych” – dodawał Bartłomiej Chmielowiec, Rzecznik Praw Pacjenta.
To będzie jednak wymagało zmiany ustawy o prawach pacjenta, która dopiero jest planowana. Dlatego – jak zapowiada minister – z dobrodziejstw e-kolejki będziemy korzystać najwcześniej w 2027 roku. Jednak wiara w to, że narzędzie informatyczne uzdrowi system jest co najmniej naiwnością. Zreszta nie da się ukryć, że „pakiet Grendy” nie jest żadną reformą, w większości to zbiór zamierzeń, które dopiero będą konsultowane, dyskutowane, itp. Czy minister zdoła je wdrożyć? Biorąc pod uwagę, że przez 11 miesięcy urzędowania nie udało się to jak ma się udać w ok. 15 jakie zostały do następnych wyborów?



































































