Problemem polskiej ochrony zdrowia jest to, że z każdą zmianą polityczną bardzo często wracamy do punktu wyjścia. Powstają nowe zespoły, nowe konsultacje i nowe otwarcia, choć choroba pozostaje ta sama. A prawdziwe pytanie brzmi, ile będzie kosztował nas brak reformy – mówi w rozmowie z mZdrowie.pl Anna Gołębicka, ekonomistka, ekspert Centrum im. A. Smitha, członek rady NFZ.
– Czy Ministerstwo Zdrowia ma rzeczywiście jakiś plan działania? Bo ja słyszę tylko: będziemy konsultować, spotykamy się itd. To znaczy, że planu reformy nie ma?
Anna Gołębicka – Konsultacje są potrzebne, ale powinny być one częścią procesu, który zaczynamy mając wizję końca. Problem zaczyna się wtedy, kiedy zespoły i konsultacje są kupowaniem czasu, zagospodarowaniem pustki i celem samym w sobie. Jak z dyskusyjnym pomnikiem. Idzie do renowacji, temat przycicha i nie wraca. Z planem jest jak z Arką Noego czy kwiatem paproci. Wszyscy coś o nich mówią, szukają, domniemują, ale nikt ich nie widział. Niestety rzeczywistość jest dość brutalna. Ogon od dawna macha psem. MZ kręci rolki na social media, udając, że jest fajnie. Jak w filmie „Życie jest piękne” Roberto Benigni, ale tam wynikało to z wyjątkowości sytuacji i miłości do dziecka. Tu też może z miłości – tylko, że do siebie.
– Z drugiej strony jest wiele grup – formalnych i nieformalnych – które przygotowały plan zmian. W ostatnim czasie ukazało się kilka raportów, część z nich powstała z Twoim udziałem. Rozwiązania są. Dlaczego Ministerstwo Zdrowia nie skorzysta z tych pomysłów?
– Jest wiele dobrych i ciekawych raportów, ale nie są to rozwiązania. To są analizy sytuacji i możliwe fragmenty scenariuszy. To są dobre materiały wyjściowe. Wiele z tych pomysłów wzajemnie się wyklucza, w dodatku od raportu i pomysłu eksperta daleka droga do polityki państwa. Wszyscy mówią o potrzebie adekwatnych wycen, lepszej koordynacji, silniejszej profilaktyki, racjonalizacji finansowania czy wykorzystania danych, ale wyzwanie polega na tym, jak te puzzle z różnych pudełek złożyć w jeden działający obrazek.
– Politycy coraz częściej mówią, że reforma ochrony zdrowia musi być ponadpolityczna i że nie da się jej przeprowadzić w ciągu jednej kadencji. Czy możliwy jest scenariusz duński – wspólny kierunek zmian i minister zdrowia na dwie kadencje, niezależnie od wyniku wyborów?
– Nie wiem, czy mamy kogoś, komu zaufamy na dwie kadencje. W ogóle żyjemy w świecie braku autorytetów i ograniczonego zaufania. Świat jest pełen interesów i punktów widzenia, zależnych od punktu siedzenia. Cwaniactwo wypiera uczciwość i poczciwość a do tego jest sprytniejsze. Ale co by nie mówić, to byłby bardzo dojrzały model państwa. Ochrona zdrowia nie mieści się w logice czteroletniej kadencji. Szpitale, kadry medyczne, cyfryzacja czy profilaktyka wymagają planowania na dziesięć, piętnaście lat albo i dłużej. Wprawdzie nie jestem przekonana, że potrzebujemy ministra z nadania niezmiennego przez osiem lat, ale jestem pewna, że potrzebujemy wspólnego, niezmiennego, ale dostrzegającego zmiany otoczenia i potrzeby reform. Problemem polskiej ochrony zdrowia jest to, że z każdą zmianą polityczną bardzo często wracamy do punktu wyjścia. Powstają nowe zespoły, nowe konsultacje i nowe otwarcia, choć choroba pozostaje ta sama. Państwa, które skutecznie reformowały, budowały ciągłość. Nie dlatego, że miały jednego genialnego ministra, ale dlatego, że kolejne rządy nie burzyły tego, co już zaczęto budować. Były w dialogu z obywatelami, a nie zamknięte w błędzie poznawczym wąskiego grona ekspertów, bo my też możemy wpaść we własne schematy myślowe.
– Na ochronie zdrowia można wygrać czy raczej przegrać wybory?
– Oczywiście, że przegrać. Pacjent nie nagradza polityka za to, że system działa odrobinę lepiej. Ale bardzo szybko rozlicza go z kolejki, zamkniętego oddziału czy braku lekarza. Dlatego wielu polityków wybiera rozwiązania bezpieczne – dopłacić, dosypać środków, przeczekać. Problem w tym, że samo zwiększanie finansowania bez zmian organizacyjnych coraz częściej przestaje wystarczać, co widać nie tylko w zdrowiu. Model dosypywania (nie tylko do zdrowia) który rozpoczął się nam dobre kilka lat temu właśnie się dewaluuje. Prawdziwe pytanie nie brzmi więc, czy reforma kosztuje politycznie. Prawdziwe pytanie brzmi, ile będzie kosztował brak reformy.
(rozmawiała Agnieszka Katrynicz)



































































